Ciasteczka na Sylwestra - migawki z Sony.

Dziś ostatni post w roku 2012. Jest to swoją drogą zapowiedź tego, czym zacznę blogowanie w nowym, 2013 roku :) Stary i nowy rok połączę ciasteczkami Cranberry Noel, które robią ogromną furorę na forum kulinarnym CinCin. Odkąd jestem tam zarejestrowana, obiecywałam sobie, że upiekę je na Święta Bożego Narodzenia, ale ostatecznie zawsze wypadało mi to z głowy albo różnych różności było już tyle, że na ciasteczka nie było już miejsca. W tym roku czasu na świąteczne wypieki miałam niewiele, bo pracowałam do wigilii włącznie, więc chciałam przygotować coś pysznego i zarazem szybkiego. Kupiłam żurawinę i orzechy laskowe i postanowiłam, że czas najwyższy upiec ciasteczka. Powiem szczerze, że to był najlepszy wybór, ale dlaczego... to już w następnym poście :)

Póki co, życzę Wam szampańskiej zabawy sylwestrowej i wszystkiego co najlepsze na Nowy Rok. Niech nadchodzący 2013 rok będzie lepszy niż mijający 2012 :) 






A! I chciałabym się podzielić z Wami piękną panoramą widzianą ze stoku i z tegoż Was pozdrowić :) Spalam świąteczne kalorie ucząc się jeździć na desce! :) Muszę się nieskromnie pochwalić, że idzie mi coraz lepiej :) A Wy? Uprawiacie jakieś sporty zimowe? 




Cytrynowe cupcakes z makiem.

Po świątecznym obżarstwie mało kto ma siłę myśleć o gotowaniu, ale przecież tydzień po Wigilii żegnamy stary rok i wiele osób chcąc nie chcąc szuka przepisów na sylwestrowe smakołyki. Problemu nie mają Ci, którzy wybierają się na 'zabawę' sylwestrową do restauracji czy inne tego typu miejsca - menu na pewno będzie bogate i każdy wybierze coś dla siebie. Nad kulinarnym repertuarem główkują najczęściej Ci, którzy spędzają ten wieczór na domówkach. Nie ważne czy we własnym, czy w czyimś domu - zazwyczaj wkład w szwedzki stół mają wszyscy goście :) Myślę, że podstawowymi daniami ciepłymi są: barszcz z krokietem lub pasztecikami, boeuf stroganow zwany potocznie strogonowem lub uwielbiany przez wielu bigos :) Wśród przekąsek i 'dań' zimnych na pewno królują sałatki, koreczki, półmiski wypełnione wędlinami i serami. Z lat dziecięcych pamiętam też, że na sylwestrowym stole u babci (bo to u niej spędzałam wtedy ten wieczór) pojawiały się drobiowe galaretki (których osobiście nie znoszę :P) i jajka w majonezie. Opcji jest bez liku. Ale poza przekąskami słonymi, na stole muszą się obowiązkowo znaleźć słodkości. W związku z tym dziś przedstawiam ostatni już w tym roku przepis i będzie to wariacja na temat cupcake'ów :) Babeczki cytrynowe chodziły mi po głowie od jakiegoś czasu, a dodatkowo przed świętami widziałam na kilku blogach przepisy na pieguski, czyli ciasta z dodatkiem maku. I tak zrodził się pomysł na przygotowanie cytrynowych cupcake'ów z dodatkiem maku i cytrynowego toppingu. Babeczki udekorowałam cukrowymi gwiazdkami, bo mają być gwiazdami wieczoru sylwestrowego! :)
(Pod przepisem znajdziecie listę polecanych przeze mnie dan, przekąsek i słodkości, które idealnie sprawdzą się w Sylwestra.)


Cytrynowe cupcakes z makiem
Składniki (na ok. 15 sztuk):
  • 1 i 3/4 szklanki mąki
  • 1 szklanka cukru
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 3/4 szklanki mleka
  • 2 jajka
  • 1 szklanka oleju rzepakowego
  • sok z 2 cytryn
  • 1/3 szklanki maku
  • 1/3 szklanka wiórków kokosowych

Topping:
  • 100 g ricotty
  • 200 ml śmietanki 30%
  • 1 opakowanie śmietan fixu
  • sok z 1/2 cytryny
  • 2 łyżeczki cukru pudru
  • opcjonalnie cukrowe gwiazdki do posypania babeczek

Sposób przygotowania:
Suche składniki na babeczki wymieszać w misce. Następnie dodać jajka rozmieszane z mlekiem, olejem i sokiem cytrynowym i wymieszać. Ciasto rozlać do foremek i piec przez ok 35 minut w piekarniku rozgrzanym do 180 stopni. Babeczki wyciągnąć z piekarnika i ostudzić. Przygotować krem. Ricottę utrzeć z cukrem pudrem i sokiem cytrynowym. Śmietankę ubić na sztywno, pod koniec ubijania dodać fix do śmietany, a następnie dodać ją do serka i dokładnie wymieszać. Babeczki ozdobić kremem i posypką.

SMACZNEGO!


Sylwestrowe propozycje:


Wesołych Świąt! :)


ps. A Kasi dziękuję za cudnego, własnoręcznie zrobionego aniołka! :)

Krem z pieczonych buraków.

Miał być w tym roku dobry barszczyk (na 'mieszkaniową' wigilię). Premiera i te sprawy. Kupiłam chleb żytni, żeby zrobić zakwas. Kupiłam buraki, czosnek, włoszczyznę na bulion. Planowałam nawet zrobić uszka. Skoro pierogi mi wyszły to uszka też się udadzą. No i jak zwykle, barszczyk przesunie się w czasie. Bo zajęcia na uczelni, bo praca, bo kolejne kolokwia z matematyki i pierwszy z mikroekonomii. Bo zmęczenie, bo niechciejstwo, bo zdążę itd. No i nie zdążyłam. Chleb zjedzony z twarożkiem i dżemem malinowym, a buraki... Cóż. Można powiedzieć, że przyrządziłam alternatywną wersję barszczu dla leniwych ;) A swoją drogą... Może się okaże, że komuś z Was przejadł się już barszcz wigilijny czy inne grzybowe i zechce coś zmienić w świątecznym menu? Nie będę gdybać i zapraszam na zupę-krem z pieczonych buraków. 


Zupa-krem z buraków
Składniki:
  • 4-5 buraków (raczej dość dużych)
  • 3-4 ząbki czosnku
  • skórka z 1 pomarańczy
  • sok z 1/2 pomarańczy
  • 1 l gorącego bulionu warzywnego
  • odrobina oleju rzepakowego do skropienia buraków
  • sól i pieprz

Sposób przygotowania:
Buraki umyć i obrać (nie zapomnijcie o rękawiczkach gumowych, jeżeli nie chcecie mieć czerwonych rąk ;) ), a następnie pokroić w sporą kostkę. Umieścić je w naczyniu żaroodpornym, czosnek obrać i dodać do buraków. Wszystko skropić sokiem pomarańczowym i olejem rzepakowym i wymieszać ze skórką. Piec ok. 30 min w piekarniku nagrzanym do 160 stopni. Po upieczeniu buraki dodać do bulionu i gotować kilka minut. Następnie zmiksować na krem za pomocą blendera i doprawić do smaku Podawać z kawałkami sera typu feta lub kleksem śmietany czy jogurtu naturalnego.

SMACZNEGO!


Dobry śledzik nie jest zły. / Wyniki konkursu Sony.

Niedawno pisałam na blogu o moim zeszłorocznym debiucie śledziowym. Do tamtego czasu zapierałam się, że nie lubię śledzi. Myślę, że każdy z nas tak ma - twierdzi, że czegoś nie lubi, mimo, że wcześniej nawet nie spróbował ;) Ale chwalił Dziadzio, chwaliły mamine siostry i nawet sama Mama, która śledzi nie jada, skosztowała i powiedziała, że dobre. Nie mogłam być więc gorsza i podreptałam z talerzem do lodówki. Wyszukałam najmniejszy kawałek (szkoda wyrzucić jakby mi miał nie posmakować), dobrałam cebulki, polałam jogurtem i wzięłam do ust pierwszy kęs. Nie powiem, że rozpływałam się nad rybą jak nad paterą z puszystym aromatycznym sernikiem, ale zdziwiłam się, że smakuje mi śledź ;) Wtedy postanowiłam, że za rok przygotuję je samodzielnie i będzie tak samo dobry. Postanowienie wypełniłam i zapraszam na świątecznego śledzika w cebuli i soku cytrynowym - idealnego na wigilijne śniadanie czy kolację :) 


Śledzie w cebuli
Składniki:
  • 400 g filetów śledziowych
  • 3 białe cebule
  • 2-3 cytryny
  • olej rzepakowy
  • 2 łyżki majonezu
  • 1 łyżka jogurtu naturalnego
  • świeżo zmielony pieprz

Sposób przygotowania:
Śledzie odcedzić ze słonej zalewy, ułożyć w prostokątnym pojemniku, zalać zimną, przegotowaną wodą i odstawić do lodówki na min. 4 godziny (najlepiej na całą noc, śledź 'oddaje' wtedy swój bardzo słony smak i staje się łagodniejszy). Śledzie ponownie odcedzić, pokroić na mniejsze kawałki. Cebulę drobno posiekać. Przygotować pojemnik, w którym będą przechowywane śledzie. Na dnie ułożyć warstwę cebuli, na niej kawałki śledzia, wszystko skropić obficie sokiem z cytryny. Czynności powtarzać do wykorzystania wszystkich składników (ostatnia powinna być warstwa cebuli). Wszystko zalać olejem rzepakowym. Pojemnik zamknąć i odstawić do lodówki na co najmniej kilkanaście godzin. Śledzie podawać z majonezem wymieszanym z jogurtem naturalnym i oprószone świeżo zmielonym pieprzem oraz świeżym pieczywem.

SMACZNEGO!


~*~

I na koniec informacja, na którą czeka na pewno nie jedna osoba. W niedzielę zakończył się konkurs na historię z akcentem kulinarnym w tle. Zgłoszeń było wiele, a ja od wczoraj je czytam i czytam i czytam i muszę przyznać, że czytało się je bardzo przyjemnie :))) Wasze historie były bardzo różnorodne: były zdjęcia, filmy, wierszyki, opowieści o miłości i radości, a wszystkie pełne smaków. Serce mi się łamie, że mogę wybrać tylko jedną osobę na Zwycięzcę, bo najchętniej nagrodziłabym Was wszystkich... Jednakże reguły są nieugięte, a nagroda jedna i powędruje ona do Francuskiego Pieska za przezabawną historię o pieczeniu chleba, atakującym mikserze i żądnej czułości Kici :) Gratuluję i proszę o kontakt ze mną na maila yummy.lifestyle@gmail.com w sprawie danych do wysyłki :) Wszystkim Uczestnikom konkursu dziękuję za udział i ciekawe historie i mam nadzieję, że wkrótce będę mogła i Was obdarować nagrodami.