Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Podróże. Pokaż wszystkie posty
NYC, I love U. / Makaron z pesto i łososiem.
Już prawie trzy tygodnie minęły od mojego powrotu z USA, ale wspomnienia są wciąż tak żywe, jakbym dopiero wczoraj odebrała walizkę z taśmy na lotnisku. Na dysku zalegają tysiące zdjęć czekających na obrobienie, wiele wspomnień czeka w kolejce do przelania na klawiaturę, a filmy wciąż są nawet nie tknięte.
Waszyngton - miasto joggingu.
Moi Drodzy! W środę wróciłam do szarego Krakowa. Szarego, bo pogoda jest iście jesienna. Temperatura przygnębia, szare niebo i chmury również i aż wierzyć się nie chce, że jeszcze we wtorek spacerowałam po raz ostatni ulicami dolnego Manhattanu w koszulce z krótkim rękawkiem, wystawiając twarz do słońca i popijając jakże wszystkim znaną Pumpkin Spice Latte ze Starbucksa. Do starej rzeczywistości wracam z lekkim oporem i bardzo powoli. Ale z czasem się przyzwyczaję. A za rok być może znów mnie gdzieś poniesie za Ocean ;)
Póki co mam dla Was ogromną porcję zdjęć z miejsc wszelakich, planuję post o amerykańskim jedzeniu i być może o samym Work&Travel, bo może trafi tu jakaś zbłąkana studencka dusza, która będzie szukała pomysłu na niezapomniane wakacje. Do kuchni wracam wkrótce, pomysłów mam sporo, muszę tylko wrócić na właściwe tory funkcjonowania (póki co 'niewielki' jet lag daje się we znaki, w nocy śpię zaledwie kilka godzin, nadrabiam drzemkami za dnia) i wezmę się do roboty, apromys!
Miłość od pierwszego spojrzenia. / Risotto dyniowe na nadchodzącą jesień.
Są rzeczy, które chcemy mieć, gdy tylko je zobaczymy. Są osoby, które od pierwszego spotkania robią na nas tak duże wrażenie, że chcemy przebywać w ich towarzystwie tak długo, jak tylko jest to możliwe i myślimy o nich dniami i nocami. Są książki, które przyprawiają o dreszcz emocji po samej lekturze opisu na tylnej okładce. Są dania, które od pierwszego kęsa czy nawet zapachu wprowadzają w błogi stan. Są też miasta, które od pierwszego spojrzenia powalają na kolana, oczarowują mieszanką kontrastowych miejsc, ludzie onieśmielają swoją różnorodną urodą a wszystko razem sprawia, że chciałbyś w tym mieście mieszkać...
Niagara Falls. / Hummus buraczkowy.
Na mapie odwiedzonych przeze mnie krajów mogę zaznaczać kolejny. Wyjeżdżając do USA wiedziałam, że koniecznie muszę zobaczyć Niagara Falls, ale nie spodziewałam się, że przy okazji przekroczę kanadyjską granicę, zobaczę miasto, w którym zakocham się od pierwszego spojrzenia, na ulicy spotkam olbrzymiego szopa, będę spała w samochodzie między domkami jednorodzinnymi a blokiem i będę tak szczęśliwa. Ale od początku. Z końcem lipca, podczas jednej z wieczornych posiadówek przy piwku jeszcze na terenie college'u (w minioną środę przenieśli nas do hotelu) padł pomysł wyprawy nad Wodospad Niagara. Wyprawy nie takiej zwyczajnej bo na kilka samochodów. Wysłałam od razu prośbę o dwa dni wolne, kilka dni później została ona zaakceptowana i już myślałam jak to będzie. 17 osobowa ekipa, rozlokowana w trzech samochodach - brzmi ciekawie. Jak się domyślacie, ogarnięcie chaosu, jakim była wycieczka takiej grupy, nie było łatwym zadaniem. Do samego końca nic nie było pewne, oprócz tego, że jedziemy. I tak w minioną niedzielę wsiedliśmy w wypożyczone samochody, załadowaliśmy mapy, uruchomiliśmy GPSy i wyruszyliśmy w najzabawniejszą jak dotąd wyprawę mojego życia. Trasa zaowocowała w dziesiątki niespodzianek takich jak cofanie na autostradzie, stanie w olbrzymim autostradowym korku do Toronto o 1 w nocy, niezmienne zdziwienie, że za 40$ można zatankować pełny bak paliwa.
USA odc.3: NYC!/ Sałatka z pieczonego buraka i pomarańczy.
W
minioną środę wybrałam się na krótką wycieczkę do Nowego Jorku. Okazji
było kilka: po pierwsze siostra mojej mamy zawitała tam z wizytą, po
drugie w czwartek miałam wolny dzień i po trzecie - w czwartek miałam
imieniny. Świetny pretekst do wyrwania się do cywilizacji (nie
wspominałam do tej pory, ale mimo tego, że Allentown jest trzecim co do
wielkości miastem w Pensylwanii, do centrum lepiej nie zapuszczać się
samemu; miasto w centrum wygląda jak slumsy, a plotki głoszą, że do
bezpiecznych nie należy). Zaraz po pracy spakowałam więc kilka rzeczy i
godzinę później siedziałam już w autobusie do Nowego Jorku. Zaskakujące
jest jak widok panoramy Manhattanu zapiera mi dech i przyspiesza bicie
serca. Gdy tylko zobaczyłam pierwsze nowojorskie budynki, uśmiech sam
wpełzł na moją twarz. Pech chciał, że w City przywitała mnie przeraźliwa
burza, która raczej uniemożliwiała zobaczenie czegokolwiek nocą.
Udaliśmy się więc od razu na Brooklyn, gdzie mieliśmy nocleg. Cóż, zdjęć
z Brooklkynu nie będzie, ponieważ przed zwiedzaniem NYC następnego dnia
niefortunnie sformatowałam kartę. Kolejny pech, ale później było już
tylko lepiej. Rano z Brooklynu wyruszyliśmy na dolny Manhattan. Tam
mieliśmy zacząć zwiedzanie Miasta, Które Nigdy Nie Śpi. Pierwszy punkt
wycieczki: Liberty Island ze Statuą Wolności.
USA odc.2 : Atlantic City. / Sałatka z makaronem sojowym i łososiem.
Ok. Czas na odcinek drugi amerykańskiej przygody. Tydzień temu w czwartek wybraliśmy się na wycieczkę do Las Vegas Wschodniego Wybrzeża, czyli do Atlantic City w New Jersey. Była to wycieczka zorganizowana przez naszego pracodawcę. Tu plus. Bilet kosztował nas $28, a w cenę wchodził przejazd tam i z powrotem (o ile ktoś się nie spóźnił na autobus) oraz kupon do kasyna o wartości $25. Cała reszta zależała od nas. To też plus. Jednak mieliśmy zdecydowanie za mało czasu dla siebie. Z Allentown wyjechaliśmy o 9:30. Wg planu wycieczki czas wolny mieliśmy mieć od 12 do 18. W praktyce czas był skrócony o przeszło godzinę, ale nie na narzekaniu chcę się w tej notce skupić. Był to bowiem w tym czasie mój pierwszy wolny dzień po 10 dniach pracy i nie chciałam aby taki szczegół go zepsuł. Przygodę w Atlantic City zaczęłyśmy od kasyna. Miałyśmy tam sporo frajdy, choć byłyśmy mocno zdziwione i zasmucone, że nasz 25cio dolarowy kupon wsadzony do jednej maszyny może być wykorzystany tylko na niej. Z tego też powodu drukowałyśmy kolejne kupony z najmniejszymi nawet wygranymi. Ja nie miałam niestety niewyobrażalnego szczęścia i udało mi się wygrać tylko koło $18, ale innym Polakom się poszczęściło i wygrali nawet po kilkadziesiąt a w jednym przypadku było to nawet $180 :) Morał z tego taki, że w kasynie można wygrać niemałe pieniądze, trzeba jednak uważać, bo jest to dość wciągające i najmniejsza nawet wygrana powoduje chęć wygrania większej kwoty, dlatego trzeba wiedzieć kiedy przestać ;)
Wieści zza Wielkiej Wody. Uwaga! Rzucam mięsem!
Nieco ponad trzy tygodnie temu, jak zwykle na ostatnią chwilę, zaczęłam pakować walizkę. Cały czas nie wierzyłam i chyba dalej nie do końca do mnie dociera to, że po wielu latach marzeń w teczce na stole obok leżał paszport z wizą, umowa o wakacyjną pracę i bilet do Stanów Zjednoczonych. Perspektywa 101 dni w kraju za Wielką Wodą przyprawiała mnie o dreszcze: z ekscytacji i ze strachu. Cieszyłam się na ten wyjazd jak dziecko, ale równie wielkie były moje obawy. Czy sobie poradzę, jak i czy w ogóle odnajdę się tak daleko od domu i w dodatku całkowicie sama, czy mój poziom znajomości języka angielskiego jest wystarczająco dobry i co jeśli moja walizka nie doleci ze mną?! Po trzech tygodniach na pierwsze pytania patrzę teraz z niedowierzaniem. Radzę sobie, odnajduję się tu świetnie, wcale nie jestem sama, bo szybko poznałam przyjaznych i otwartych ludzi, a mój angielski, jak się okazuje, jest wcale nie najgorszy. Ach! No i walizka na moje szczęście nie przeleciała kolejnych tysięcy kilometrów, wylądowała w Nowym Jorku razem ze mną :)
Spacer o niedzielnym poranku, vol. 1
Och co to był za spacer! Co prawda nie udało mi się uchwycić śpiącego Krakowa, ale ten nie do końca jeszcze obudzony, jednakże swoją drogą nie wiem, czy przypadkiem nie bierze on przykładu z faworyzowanego przeze mnie Nowego Jorku i czy kiedykolwiek zasypia... Niedzielna wyprawa była wspaniała! Słońce głaskało mnie po twarzy promieniami, temperatura kazała ściągnąć płaszcz a błękit nieba przyprawiał o zawrót głowy. Dla uzyskania atmosfery całkowicie nie do przebicia z odtwarzaczowych słuchawek wypływała Enya. Uwierzcie mi, to była niedziela idealna.
~*~
Tak jak już wspomniałam w komentarzu pod poprzednią notką, fotografem architektury raczej nie zostanę. Coraz bardziej się utwierdzam w przekonaniu, że jedyne zdjęcia, które mi wychodzą, to te przedstawiające zawartość mojego talerza ;) Ale podzielę się z Wami krakowskimi obrazkami, bo przecież obiecałam :) Niedzielna wyprawa będzie podzielona na trzy części: dziś pokażę Wam migawki z rynku i okolic, w notce następnej pojawi się wyczekiwany przez niektórych Kazimierz, a w ostatniej z cyklu podzielę się z Wami antykami ze sklepiku na ul. Miodowej 34, do którego już teraz Was zapraszam (pracuje w nim przemiła Pani, której obiecałam reklamę na blogu, nie mogę jej więc zawieść :) ).
Żebyście mogli się poczuć troszkę tak jak ja w niedzielę, podczas zwiedzania Krakowa, polecam włączyć poniższą piosenkę :) Mam nadzieję, że zdjęcia choć troszkę Wam się spodobają :)
Wychodząc z domu postanowiłam, że zanim dotrę na Kazimierz, wstąpię na chwilę na Rynek. Żeby skorzystać z pięknej pogody, wysiadłam kilka przystanków wcześniej, niż powinnam. Spacer rozpoczęłam przy Hali Targowej. Kamieniczki Starego Miasta są naprawdę urocze.
Przechodząc przez Planty, nie wiedzieć czemu, pomyślałam o Central Parku. Opustoszałe krakowskie alejki z pewnością nie przypominały tych z nowojorskiego parku. Ale może jednak jest choć niewielkie podobieństwo?
Z Plant skręciłam w ulicę Dominikańską. Ile razy bym nie przechodziła koło klasztoru OO. Dominikanów, tak zawsze zachwycam się ogromem kościoła. Tym razem intensywna barwa nieba dodatkowo spotęgowała odczucia.
Następnie skręciłam w ul. Stolarską
kierując się w stronę Małego Rynku.
Jakaż była moja radość, gdy zobaczyłam tak opustoszały placyk. Niestety ani na Małym ani przy Głównym Rynku nie stała o tej porze ani jedna dorożka. Ulicą Sienną dotarłam do pierwszego celu: krakowskiego Rynku Głównego.
Chyba jeszcze nigdy nie udało mi się trafić na nieobtoczonego ludźmi Adasia. Przysiadłam na chwilę na murku pomnika, wystawiłam twarz do słońca, upajałam się dźwiękami Caribbean Blue i jedyne czego pragnęłam w tym momencie, to czaso-zatrzymywacz :)
Przeszłam przez sukiennice na drugą stronę Rynku
Patrzyłam na nielicznych turystów oglądających centrum miasta. Przypominałam sobie czasy dzieciństwa, kiedy to weekendy spędzałam z mamą u cioci i również przechadzałyśmy się po Starym Mieście, choć nie, tak jak w ostatnią niedzielę, o 10 rano :) Oczywiście Rzeźba Mitoraja przy Wieży Ratuszowej wzbudza niesłabnące zainteresowanie, ale udało mi się uchwycić Głowę bez towarzystwa.
Po obejściu Rynku, skręciłam w Grodzką i kierowałam się ku Kazimierzowi. Na Placu św. Marii Magdaleny moją uwagę przykuło rozłożyste drzewo, wokół którego zrobiona jest ławeczka
Z pewnością miło będzie odpocząć pod jego liśćmi w słoneczne popołudnie sącząc kawę mrożoną :)
cdn.
Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)
Znajdź przepis
AUTORKA
Cześć! Mam na imię Kinga, bloga Yummy Lifestyle prowadzę od 2008 roku. Znajdziesz tutaj sprawdzone przepisy na różnego rodzaju dania, desery i napoje. Mam nadzieję, że znajdziesz tutaj coś dla siebie i wrócisz po więcej. Jeśli masz jakiekolwiek sugestie co do przepisu lub wypróbowane danie Ci smakowało, będzie mi miło jeśli zostawisz swój komentarz pod odpowiednim postem.














