Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zupy. Pokaż wszystkie posty

Chowder kukurydziany


Gęsta, rozgrzewająca zupa kukurydziana to coś, co zdecydowanie będziecie chcieli wypróbować tej jesieni. Lekko słodka od kukurydzy, pikantna od chilli, gęsta od sera. To będzie pyszna jesień!

(mój najlepszy | my best) Ramen.

 

Rosół. Po prostu. / Chicken broth. Simply the best.

Gdzie byłam jak mnie nie było. | Rozgrzewająca zupa na zimową zawieruchę.

Macie czasem tak, że to co do tej pory Wam sprawiało frajdę nagle staje się przykrym obowiązkiem, albo najzwyczajniej w świecie przestaje Was cieszyć? Nie? To jesteście farciarzami!

Zupa krem z białych szparagów i selera


Żurek na zakwasie.

Pamiętam, że jako dziecko nie widziałam żadnej różnicy pomiędzy żurek i białym barszczem. Terminów tych używałam naprzemiennie do nazwania białej, lekko gęstawej zupy. Teraz już wiem, że barszcz biały to nie to samo co żurek i sama większą sympatią pałam do tej drugiej zupy. Był co prawda okres w moim życiu kiedy panicznie bałam się jeść żurku (sic!) po niemiłych przejściach gastrycznych po pewnym weselu, gdzie właśnie żurek był serwowany. Od tamtego czasu żurek jadam tylko w sprawdzonych miejscach. Najczęściej u babci. Z kiełbasą, boczkiem i duuuuużą ilością jajka, co zresztą widać na zdjęciach ;) Żurek gości na naszym Wielkanocnym stole praktycznie co roku, z rzadka zastępowany jest białym barszczem. Przez to uważam, że żur to jedyna właściwa zupa na Wielkanocne śniadanie :)


Zakwas na żurek.


Fasolowa trochę inaczej.

Dietetyczna kapuścianka

Wigilijny barszcz czerwony na zakwasie.


Zupa krem z dyni i batatów

W poniedziałek nastał koniec. Ale nie jakiś straszny. Skończyłam I fazę diety. Wczoraj rano ochoczo wkroczyłam na wagę i z coraz większym uśmiechem na twarzy mierzyłam centymetrem krawieckim kolejne części ciała. Brzuch, talia, biodra, uda, biust. Z radością stwierdzam, że jest mnie mniej. ;) Co prawda spodziewałam się nieco lepszego wyniku w kwestii wagi, ale trzeba przyznać, że 3 kg w ciągu dwóch tygodni to jest coś. Najbardziej zaskoczył mnie ubytek centymetrów tu i ówdzie. W biodrach jestem węższa o 4 cm, brzuch jest mniejszy o 3,5 cm a talia pomniejszona o 2,5 cm. Dodając do tego odchudzone o 2,5 cm udo oraz mniejszy o 3 cm biust zrobiła się szokująca liczba zrzuconych w sumie 15,5 cm! Szczerze powiedziawszy nie spodziewałam się aż tak dobrych wyników. Muszę jednak przyznać, że w utrzymaniu diety pomagały widoczne od pierwszych dni efekty. Dzięki temu byłam w stanie zwalczyć pokusę i nie wykupić całych zapasów słodyczy z osiedlowego sklepu ;) Tak jak wspominałam w ostatnim poście, nie chodziłam głodna czy zmęczona, jak zdarzało mi się przy innych dietach. Jadłam do syta i bardzo smacznie. W I fazie nie ćwiczyłam, chciałam sprawdzić ile można stracić lub właściwie zyskać ;) odpowiednio się odżywiając. Ponieważ II faza jest mniej rygorystyczna, można dołączyć produkty zbożowe i niektóre owoce, mam zamiar połączyć ją dodatkowo z ćwiczeniami, żeby wspomóc dietę, ale też ujędrnić ciało i nadać mu ładny kształt ;) O efektach co jakiś czas dam znać na blogu lub facebook'u :)
A póki co zapraszam Was na moją drugą odsłonę zupy dyniowej. Pierwsza była z dodatkiem marchewki i soku pomarańczowego. Druga zawiera bataty, mleko kokosowe i jest na bazie nietypowego bulionu z trawą cytrynową, kardamonem i anyżem. Mocno rozgrzewa, więc idealnie nadaje się na jesienne popołudnie :)


Zupa-krem z dyni i batatów
Składniki:

  • 1/2 niedużej dyni (ok. 1 kg)
  • 3 bataty (ok. 750 g)
  • kawałek imbiru (3-4 cm)
  • 1 czerwona papryka
  • 1/2 łyżeczki wędzonej soli
  • 1 łyżeczka ostrej papryki w płatkach
  • olej rzepakowy

Bulion:

  • 1 ćwiartka z kurczaka
  • kawałek imbiru (1-2 cm)
  • 3 ziarna kardamonu
  • 3-4 kawałki gwiazdki anyżu
  • 4 ziarna ziela angielskiego
  • 1 łyżka suszonej trawy cytrynowej
  • 1 mała cebula, opalona na ogniu
  • 1 duża marchew

Dodatkowo:

  • 1 szklanka mleczka kokosowego
  • sok z 1 pomarańczy
  • sól, pieprz, cynamon, ostra papryka

Sposób przygotowania:
Mięso płukamy, wkładamy do garnka, zalewamy zimną wodą (ok. 1 litr). Zagotowujemy na dużym ogniu, ściągamy szumowiny, zmniejszamy ogień. Dodajemy obraną i pokrojoną w kawałki marchew, cebulę, 1 płaską łyżkę soli oraz przyprawy. Dynię i bataty obieramy ze skóry, razem z papryką kroimy w kostkę, układamy w naczyniu żaroodpornym lub prostokątnej blasze do ciasta. Imbir drobno siekamy, dodajemy do dyni razem z solą i ostrą papryką w płatkach. Skrapiamy olejem i pieczemy przez ok 30 minut w temp. 200 stopni.Z bulionu wyciągamy mięso oraz przyprawy, dodajemy pieczone warzywa oraz sok z pomarańczy, dokładnie miksujemy blenderem. Dodajemy mleko kokosowe i doprawiamy do smaku solą, pieprzem, ostrą papryką i odrobiną cynamonu.

SMACZNEGO!


Krem brokułowo-koperkowy.


Krem z kalafiora.

Zaskakujące. Zupa kalafiorowa prześladowała mnie w moich myślach od bardzo dawna. Tyle tylko, że cena głównego składnika wciąż odstraszała. Kalafior mieszczący się w jednej dłoni za 4 czy 5 zł to nie to co lubię. Dlatego poczekałam, ochota zrobiła się jeszcze większa, apetyt się zaostrzył, aż w końcu za 3 zł kupiłam ogromnego kalafiora, który utonął najpierw w klasycznej zupie, żeby zaspokoić pierwsze 'kalafiorowe pragnienie'. Zupa 'wyszła' a raczej 'wypłynęła' w ciągu dwóch dni (jadłam ją sama, ale gar był naprawdę spory!), a mnie było mało. Kupiłam więc w moim ulubionym warzywniaku kolejne pękate, białe warzywo. Ale tym razem zachciało mi się eksperymentować. Wiecie, bardzo lubię te nagłe zrywy pt. "A może by tu tak dodać coś co sprawi, że to danie nie będzie takie znów oczywiste". Cieszą mnie jeszcze bardziej, gdy mam takie zastoje w nawiedzaniu przez wenę twórczą jak ostatnimi czasy. A najlepsze w tym wszystkim jest to, że najczęściej te eksperymenty wychodzą, smakują, wyglądają. To podnosi na duchu (w momentach załamania 'kucharskiego') i pozwala myśleć, że kryzys był chwilowy, gotować dalej kocham, będę to robić do końca życia i o jeden dzień dłużej i nigdy nie zacznie mnie to męczyć/nużyć/nudzić. Tak, Kochani. Bo gotowanie i jedzenie to dla mnie magia. Coś co daje mi ogromną radość. To jest jak powietrze, ponieważ nie potrafię bez tego żyć. A może jak narkotyk, bo ta mocno uzależnia. I ciągle chcę więcej i więcej... Co więcej, jeszcze więcej przyjemności daje tworzenie kolejnych przepisów, gdy od Was dostaję sygnały, że ugotowaliście, zjedliście i wszyscy byli zachwyceni. To ogromna motywacja, za którą szczerze pięknie dziękuję! (I przypominam też, że czekam na Wasze zdjęcia dań wg moich przepisów :) więcej informacji w zakładce 'Moje przepisy, Wasze zdjęcia' a zdjęcia do oglądnięcia TU)


Zupa-krem ze szparagów. I coś więcej.


Zupa ziemniaczana z wędzonym łososiem.

Kiedy pierwszy raz zobaczyłam przepis na tę zupę nie spodziewałam się jakichś wielkich rewelacji. Ot zupa ziemniaczana, pewnie jak każda inna. Jedyne co ją mogło wyróżniać to łosoś na liście składników. Przestudiowałam recepturę, zakupiłam wędzoną rybę i jak to mam w zwyczaju, zapomniałam o niej. Łosoś przeleżakował w lodówce majówkę i o zupie przypomniał mi wczoraj, gdy zajrzałam do niej po pięciodniowej nieobecności w domu. Leniwie popełzałam więc dzisiaj do osiedlowego warzywniaka i kupiłam ziemniaki oraz koperek. Zazwyczaj obieranie 'kartofli' nie idzie mi zbyt szybko, bo nie znoszę tego zajęcia i zazwyczaj udaje mi się kogoś innego wpakować w tę brudną robotę ;) Tym razem jednak ciekawość smaku przyśpieszyła skrobanie i po kilku minutach podsmażałam na patelni niewielką ziemniaczaną kostkę. Nie sugerowałam się za bardzo znalezionym przepisem. Proporcje jak zwykle bardziej 'na oko' niż co do grama, ale chyba dzięki temu wszystko zawsze lepiej smakuje. Zupa przybrana koperkiem, kawałkiem łososia i smażonymi ziemniakami wyglądała obłędnie i równie dobrze smakowała, co totalnie mnie zaskoczyło. Jest bardzo gęsta przez skrobię ziemniaczaną, kremowa, z delikatnym łososiowym posmakiem. Zapiszcie więc na swojej liście zakupów wędzonego łososia i ziemniaki i przygotujcie ją jak najszybciej, nie pożałujecie :)


Zupa ziemniaczana z wędzonym łososiem
Składniki (na 4 porcje)
  • 1 kg ziemniaków 
  • 1 duża cebula
  • 2 ząbki czosnku
  • ok. 800 ml bulionu z jarzyn (sam płyn)
  • ok. 100 ml śmietanki 30 %
  • 100 g wędzonego łososia w plastrach
  • pół pęczka koperku
  • 2-3 łyżki oleju rzepakowego 
  • sól morska, świeżo zmielony pieprz, oregano, tymianek

Sposób przygotowania:
Ziemniaki obrać i opłukać. Cebulę i czosnek obrać z łupin, drobno posiekać. Na patelni gorącej patelni rozgrzać olej, wrzucić cebulę z czosnkiem, podsmażać kilka minut. W międzyczasie ziemniaki pokroić w niewielką kostkę, dodać do cebuli, przemieszać, smażyć ok 10-15 minut, co jakiś czas mieszając. Do garnka przełożyć ziemniaki, (zostawiając na patelni ok 3 łyżki, te dalej podsmażać do zrumienienia i podpieczenia doprawiając oregano, tymiankiem, solą i pieprzem) zalać gorącym bulionem i gotować przez ok. 10 minut. Następnie zmiksować zupę na krem za pomocą blendera, dodać 3/4 łososia rozdrobnionego na małe kawałki, drobno posiekany koperek i śmietankę kremówkę. Zupę doprawić do smaku solą morską i pieprzem, przemieszać i postawić na kilka minut na niewielkim ogniu. Krem rozlać do miseczek, przybrać koperkiem, kawałkami łososia i pozostałymi zrumienionymi ziemniakami.

SMACZNEGO!


Zupa-krem z pomidorów.


Krem z pieczonych buraków.

Miał być w tym roku dobry barszczyk (na 'mieszkaniową' wigilię). Premiera i te sprawy. Kupiłam chleb żytni, żeby zrobić zakwas. Kupiłam buraki, czosnek, włoszczyznę na bulion. Planowałam nawet zrobić uszka. Skoro pierogi mi wyszły to uszka też się udadzą. No i jak zwykle, barszczyk przesunie się w czasie. Bo zajęcia na uczelni, bo praca, bo kolejne kolokwia z matematyki i pierwszy z mikroekonomii. Bo zmęczenie, bo niechciejstwo, bo zdążę itd. No i nie zdążyłam. Chleb zjedzony z twarożkiem i dżemem malinowym, a buraki... Cóż. Można powiedzieć, że przyrządziłam alternatywną wersję barszczu dla leniwych ;) A swoją drogą... Może się okaże, że komuś z Was przejadł się już barszcz wigilijny czy inne grzybowe i zechce coś zmienić w świątecznym menu? Nie będę gdybać i zapraszam na zupę-krem z pieczonych buraków. 


Zupa-krem z buraków
Składniki:
  • 4-5 buraków (raczej dość dużych)
  • 3-4 ząbki czosnku
  • skórka z 1 pomarańczy
  • sok z 1/2 pomarańczy
  • 1 l gorącego bulionu warzywnego
  • odrobina oleju rzepakowego do skropienia buraków
  • sól i pieprz

Sposób przygotowania:
Buraki umyć i obrać (nie zapomnijcie o rękawiczkach gumowych, jeżeli nie chcecie mieć czerwonych rąk ;) ), a następnie pokroić w sporą kostkę. Umieścić je w naczyniu żaroodpornym, czosnek obrać i dodać do buraków. Wszystko skropić sokiem pomarańczowym i olejem rzepakowym i wymieszać ze skórką. Piec ok. 30 min w piekarniku nagrzanym do 160 stopni. Po upieczeniu buraki dodać do bulionu i gotować kilka minut. Następnie zmiksować na krem za pomocą blendera i doprawić do smaku Podawać z kawałkami sera typu feta lub kleksem śmietany czy jogurtu naturalnego.

SMACZNEGO!


Kapuśniak.

Do tradycyjnych dań podchodzę z dużą dozą ostrożności. Poprzeczka jest postawiona wysoko, bo kto jak nie babcia zrobi wyborne gołąbki, ugotuje pyszny żurek czy ulepi ogromną ilość ruskich pierogów? Trudno jest dorównać znanym z dzieciństwa smakom, szczególnie jeśli chcemy nie tylko sprostać własnym wymaganiom, ale też zaimponować innym. Dlatego do wielu dań kuchni polskiej przygotowuję się dłużej, niż do innych. Muszę się do tego nastroić i zebrać odwagę ;) Do lepienia pierwszych pierogów nastawiałam się nie wiem jak długo, ale po pierwszej próbie stwierdziłam, że to przecież nic trudnego i gdyby nie fakt, że jest przy tym dość dużo roboty (ulepienie 100 sztuk pierogów przy mojej małej wprawie nie trwa niestety pół godziny ;) ) przygotowywałabym je częściej. Innym z takich dań jest kapuśniak. Pamiętam jak smakował mi ten podawany na stołówce szkolnej (wbrew ogólnemu przekonaniu i różnym wspomnieniom różnych absolwentów szkół wszelakich, stwierdzam, że na mojej stołówce naprawdę można było smacznie zjeść). Był kwaśny i taki... kapuściany ;) Nadszedł w końcu ten dzień, że w mojej lodówce znalazły się wędzone żeberka (musiałam po nie jechać do swojego rodzinnego miasta, bo w Krakowie jakoś na nie nie trafiałam...), kiszona kapusta, boczek i inne dobrodziejstwa. I tak doszło do tego, że ugotowałam po raz pierwszy swój kapuśniak. Był pyszny. Rozgrzewający. Przypominający dzieciństwo. Idealny na jesienną szarugę za oknem. :)


Kapuśniak
Składniki:
  • 500 g kiszonej kapusty
  • 250 g wędzonych żeberek
  • 150 g wędzonego boczku
  • 1 duża cebula
  • 2 średnie ziemniaki
  • 2 marchewki
  • 1/4 selera
  • 1/2 małego pora
  • 4-5 liści laurowych
  • 5-6 ziaren ziela angielskiego
  • 1 łyżeczka kminku
  • oregano, majeranek i tymianek (po 1/2 łyżeczki)
  • sól i pieprz
  • olej rzepakowy do podsmażenia cebuli i boczku

Sposób przygotowania:
Cebulę obrać i drobno posiekać, boczek pokroić w kostkę. Na gorącej patelni rozgrzać ok. 2 łyżki oleju rzepakowego, zeszklić na nim cebulę a następnie dodać boczek i smażyć ok. 5 minut na średnim ogniu. Kapustę przelać odrobiną zimnej wody, a następnie wrzucić na patelnię, wymieszać z cebulą i boczkiem, dodać połowę kminku i smażyć kilka minut. Do garnka wlać ok. 1,5 litra wody. Ziemniaki obrać, pokroić w kostkę, wrzucić do wody i postawić na średnim ogniu. Gdy woda się zagotuje dodać wędzone żeberka, kapustę z boczkiem i cebulą, obranego selera, pora oraz obraną marchewkę startą na grubych oczkach tarki. Doprawić solą i pieprzem, dodać liście laurowe i ziele angielskie oraz resztę kminku i gotować ok. pół godziny. Następnie zupę doprawić ziołami. Podawać ze świeżym pieczywem.

Ja swój kapuśniak gotowałam późnym wieczorem i najlepiej smakował mi na następny dzień, po 'odstaniu swojego'. Zupa przeszła wtedy dobrze wszystkimi smakami i była naprawdę pyszna.

SMACZNEGO!


Zupa-krem z pieczonej dyni i marchwi.

Ostatnio zdałam sobie sprawę, że rok 2012 jest rokiem kulinarnych pierwszych razów. Po raz pierwszy bowiem, samodzielnie lepiłam pierogi i robiłam kluski śląskie, pierwszy raz jadłam szparagi, nigdy wcześniej nie próbowałam kurek, a w tym roku w końcu mi się udało. Pozostało mi jeszcze 2,5 miesiąca na to, żeby pierwszy raz zrobić gołąbki, ugotować dobry gulasz, upiec chleb na własnym zakwasie czy przyrządzić pyszny barszcz czerwony, również na swojskim zakwasie. W ten weekend też miał miejsce 'pierwszy raz'. Na warsztat poszła dynia. Ogromna, pomarańczowa kula (choć właściwie do kuli było jej daleko ;) ), prawie 5 kg wagi. Na pierwszy rzut poszła zupa-krem. Ale to na pewno nie koniec, bo w lodówce czeka jeszcze połowa dyni i na pewno powstanie z niej m.in. ciasto dyniowe. Ale póki opowiem Wam jeszcze słów kilka o zupie. Lubię w kuchni eksperymentować ze smakami. Dlatego oprócz dyni jest w niej jeszcze marchew, które pieczone były ze świeżym tymiankiem, suszonym w domu oregano, świeżo zmielonym pieprzem i solą wędzoną. Poza tym jest jeszcze pomarańcza, imbir i cynamon. Wszystko to razem daje niesamowite połączenie smaków i aromatów, z efektem rozgrzewającym. A jeśli nawet Pan Be. (sceptycznie podchodzący do nowości na talerzu) powiedział, że jest pyszna, to znaczy, że tak właśnie jest ;)


Zupa-krem z pieczonej dyni i marchwi z nutą pomarańczową.
Składniki:
  • ok. 1,5 kg dyni
  • 3-4 marchewki
  • ok. 0,5 l bulionu (ja dodałam rosół) 
  • starta skórka i sok z 1 niedużej pomarańczy
  • gałązki świeżego tymianku i oregano
  • sól wędzona (lub morska), kolorowy pieprz
  • olej rzepakowy do skropienia warzyw przed pieczeniem
  • imbir, cynamon (po ok. 1/2 - 1 łyżeczki)

Sposób przygotowania:
Piekarnik rozgrzać do 180 stopni. Dynię i marchew oczyścić, obrać ze skóry. Pokroić w podłużne kawałki, ułożyć na blasze do pieczenia. Obficie oprószyć solą wędzoną, świeżo zmielonym pieprzem kolorowym (ja zazwyczaj miażdżę w moździerzu), na wierzchu poukładać gałązki tymianku oraz oregano i skropić dość dużą ilością oleju rzepakowego. Piec przez ok. 40-50 min. Następnie upieczone warzywa przełożyć do garnka, zalać bulionem i zmiksować blenderem do uzyskania jednolitej konsystencji. Dodać sok i skórkę z pomarańczy, doprawić do smaku imbirem i odrobiną cynamonu. Przed podaniem można przyozdobić plastrami pomarańczy i gałązkami tymianku.

SMACZNEGO!


Zupa-krem z kukurydzy.

Nie wiem jak Wy, ale ja należę do fanów kukurydzy. Lubię tę gotowaną w wodzie, ociekającą roztopionym na niej masłem i oprószoną solą. Uwielbiam ją w sałatkach wszelakich. Podejrzewam, że grillowana też by mi smakowała, gdybym miała możliwość taką zjeść :) Niedawno postanowiłam spróbować kukurydzę w jeszcze jednym wydaniu. No i nie zawiodłam się. Zupa kukurydziana wyszła obłędna. Doprawiona imbirem i gałką muszkatołową. Z kleksem kwaśnej śmietany. Z listkiem pietruszki. Słoneczna zupa, bo inaczej jej nazwać nie można. Wykorzystajcie przepis, póki na straganach jest dobra kukurydza :)


Zupa-krem z kukurydzy
Składniki:
  • 3 kolby kukurydzy
  • 2 duże ziemniaki
  • 2 szalotki
  • ok 1,5 l. bulionu
  • imbir, gałka muszkatołowa, sól i pieprz do smaku
  • odrobina oleju rzepakowego
  • kwaśna śmietana i pietruszka do przyozdobienia

Sposób przygotowania:
Kukurydze oczyścić ze wszystkich 'nitek', ułożyć w dużym garnku, zalać bulionem i ugotować. Podgotowane kukurydze wyjąć z bulionu i odstawić do ostygnięcia. Szalotki obrać, posiekać i zeszklić na rozgrzanym na patelni oleju rzepakowym. Ziemniaki umyć i obrać, następnie opłukać, pokroić w kostkę i dodać do szalotki i podsmażać przez krótką chwilę. Obkroić ziarna kukurydzy z kolb i wrzucić je do bulionu, wraz z ziemniakami i cebulą. Następnie gotować do czasu, aż ziemniaki będą miękkie. Zupę zmiksować blenderem, przetrzeć przez sito, aby pozbyć się łusek kukurydzy, doprawić imbirem, odrobiną gałki muszkatołowej oraz solą i pieprzem do smaku. Podawać z kleksem kwaśnej śmietany i listkami natki pietruszki.

SMACZNEGO!