Miłość od pierwszego spojrzenia. / Risotto dyniowe na nadchodzącą jesień.

Są rzeczy, które chcemy mieć, gdy tylko je zobaczymy. Są osoby, które od pierwszego spotkania robią na nas tak duże wrażenie, że chcemy przebywać w ich towarzystwie tak długo, jak tylko jest to możliwe i myślimy o nich dniami i nocami. Są książki, które przyprawiają o dreszcz emocji po samej lekturze opisu na tylnej okładce. Są dania, które od pierwszego kęsa czy nawet zapachu wprowadzają w błogi stan. Są też miasta, które od pierwszego spojrzenia powalają na kolana, oczarowują mieszanką kontrastowych miejsc, ludzie onieśmielają swoją różnorodną urodą a wszystko razem sprawia, że chciałbyś w tym mieście mieszkać...

Snickers cupcakes


Niagara Falls. / Hummus buraczkowy.

Na mapie odwiedzonych przeze mnie krajów mogę zaznaczać kolejny. Wyjeżdżając do USA wiedziałam, że koniecznie muszę zobaczyć Niagara Falls, ale nie spodziewałam się, że przy okazji przekroczę kanadyjską granicę, zobaczę miasto, w którym zakocham się od pierwszego spojrzenia, na ulicy spotkam olbrzymiego szopa, będę spała w samochodzie między domkami jednorodzinnymi a blokiem i będę tak szczęśliwa. Ale od początku. Z końcem lipca, podczas jednej z wieczornych posiadówek przy piwku jeszcze na terenie college'u (w minioną środę przenieśli nas do hotelu) padł pomysł wyprawy nad Wodospad Niagara. Wyprawy nie takiej zwyczajnej bo na kilka samochodów. Wysłałam od razu prośbę o dwa dni wolne, kilka dni później została ona zaakceptowana i już myślałam jak to będzie. 17 osobowa ekipa, rozlokowana w trzech samochodach - brzmi ciekawie. Jak się domyślacie, ogarnięcie chaosu, jakim była wycieczka takiej grupy, nie było łatwym zadaniem. Do samego końca nic nie było pewne, oprócz tego, że jedziemy. I tak w minioną niedzielę wsiedliśmy w wypożyczone samochody, załadowaliśmy mapy, uruchomiliśmy GPSy i wyruszyliśmy w najzabawniejszą jak dotąd wyprawę mojego życia. Trasa zaowocowała w dziesiątki niespodzianek takich jak cofanie na autostradzie, stanie w olbrzymim autostradowym korku do Toronto o 1 w nocy, niezmienne zdziwienie, że za 40$ można zatankować pełny bak paliwa.

Ciasto bananowe z masłem orzechowym.


USA odc.3: NYC!/ Sałatka z pieczonego buraka i pomarańczy.

W minioną środę wybrałam się na krótką wycieczkę do Nowego Jorku. Okazji było kilka: po pierwsze siostra mojej mamy zawitała tam z wizytą, po drugie w czwartek miałam wolny dzień i po trzecie - w czwartek miałam imieniny. Świetny pretekst do wyrwania się do cywilizacji (nie wspominałam do tej pory, ale mimo tego, że Allentown jest trzecim co do wielkości miastem w Pensylwanii, do centrum lepiej nie zapuszczać się samemu; miasto w centrum wygląda jak slumsy, a plotki głoszą, że do bezpiecznych nie należy). Zaraz po pracy spakowałam więc kilka rzeczy i godzinę później siedziałam już w autobusie do Nowego Jorku. Zaskakujące jest jak widok panoramy Manhattanu zapiera mi dech i przyspiesza bicie serca. Gdy tylko zobaczyłam pierwsze nowojorskie budynki, uśmiech sam wpełzł na moją twarz. Pech chciał, że w City przywitała mnie przeraźliwa burza, która raczej uniemożliwiała zobaczenie czegokolwiek nocą. Udaliśmy się więc od razu na Brooklyn, gdzie mieliśmy nocleg. Cóż, zdjęć z Brooklkynu nie będzie, ponieważ przed zwiedzaniem NYC następnego dnia niefortunnie sformatowałam kartę. Kolejny pech, ale później było już tylko lepiej. Rano z Brooklynu wyruszyliśmy na dolny Manhattan. Tam mieliśmy zacząć zwiedzanie Miasta, Które Nigdy Nie Śpi. Pierwszy punkt wycieczki: Liberty Island ze Statuą Wolności.