Drinkowo.

Jest sobota. W końcu weekend. Wieczorem można na spokojnie usiąść przed telewizorem czy w gronie przyjaciół i zrelaksować się po minionym tygodniu. A żeby w gardłach nie zaschło trzeba coś pić. Co np? Można rozkoszować się zieloną herbatą, aromatyczną kawą, może nawet mrożoną. Można pieścić podniebienie gorącą czekoladą z chili lub wlewać w siebie hektolitry piwa. A można też spróbować czegoś mocniejszego, ale też szlachetniejszego od piwa. Co powiecie na whisky?

Dziś na warsztat wjeżdża Grant's. Może najpierw o samej marce i trunku.Whisky Grant's to opowieść o pasji, oddaniu i kunszcie, który przepływa przez działalność marki tak samo mocno jak 5 pokoleń i ponad 100 lat temu.



William Grant & Sons Ltd to niezależna, rodzinna szkocka spółka, która destyluje szkocką whisky oraz inne wybrane kategorie napojów spirytusowych. Została założona w 1887 przez Williama Granta a teraz jest prowadzona przez potomków założyciela.
Spółka jest 3 co do wielkości producentem szkockiej whisky zaraz po Diageo (producent takich trunków jak Johnnie Walker, Guinness, Smirnoff, Baileys czy Sheridans) i Pernod Ricard (producenta brandy Ararat, whisky Chivas Regal, wódek takich jak Absolut, Wyborowa czy Luksusowa!).
Marka była wielokrotnie nagradzana. Tylko w ciągu ostatnich 3 lat zdobyła ponad 50 medali i wyróżnień.
Co wyróżnia whisky Grant's spośród innych? Zdecydowanie butelka!
W 1957 Grant's zaprezentował prawdziwą innowację opakowanie. Trójkątną butelkę, która teraz jest ikoną. Projektantem był Hans Schleger, jeden z najważniejszych projektantów graficznych XX wieku. Jego założenia: stworzyć charakterystyczną, elegancką butelkę, która zaprezentuje jakość i kolor whisky oraz będzie można ją wydajnie pakować. W przypływie geniuszu, Schleger wymyślił trójkąt - śmiałe i eleganckie rozwiązanie. Wygląda wspaniale, jest łatwiejsza do trzymania i nalewania oraz momentalnie postawiła markę przed innymi. Trzy strony butelki mają swoje znaczenie. Dla niektórych reprezentują 3 kluczowe składniki whisky: zboże, woda i świeże szkockie powietrze, dla innych 3 cenione ideały Granta: tradycja, dziedzictwo i jakość.

Sposób przygotowania:
Na dno szklanki wrzucić kostkę cukru, na nią wycisnąć sok z ćwiartki cytryny, rozgnieść. Dodaj 2 kilka plastrów cytryny oraz kilka kostek lodu. Wlej whisky i dopełnij sokiem jabłkowym.

SMACZNEGO!

ps. informacje zaczerpnięte ze strony internetowej www.grantswhisky.com i z Wikipedii.

Piernikowe ciasto ucierane.


Święta już dawno za nami. Ale piernika w tym roku na moim stole zabrakło. A szkoda. Uwielbiam piernika! Najlepiej gdy jest przekładany marmoladą lub dżemem, polany czekoladą. Pychota! Niedługo po świętach miałam się spotkać ze znajomymi. Fantastyczna okazja do upieczenia czegoś dobrego. Dlaczego więc nie miałabym przygotować piernika? I czemuż zamiast przygotowywać tradycyjne ciasto nie mogłabym poeksperymentować? Brak jakichkolwiek przeciwwskazań zaowocował poniższym przepisem.

Piernikowe ciasto ucierane:

Sposób przygotowania:
Masło utrzeć z cukrem i cukrem waniliowym na gładka masę. Wbić jedno jajko i dobrze zmiksować z margaryną. Tak samo postępować z pozostałymi jajkami. Mąkę wymieszać z proszkiem do pieczenia, kakao i przyprawą do piernika. Dodawać stopniowo do margaryny z jajkami ciągle mieszając. Orzechy i mleczną czekoladę drobno posiekać i wraz ze skórką pomarańczową dodać do ciasta, wymieszać. Masę przełożyć do wysmarowanej masłem i wysypanej bułką tartą keksówki. Piec ok 45 minut w temp. 190 stopni. Po wyłączeniu piekarnika pozostawić ciasto w środku do przestygnięcia. Rozpuścić w kąpieli wodnej gorzką czekoladę, odstawić do ostudzenia, po kilku minutach dodać masło, dokładnie wymieszać, polewę wylać na ostudzone ciasto, posypać wiórkami kokosowymi.

SMACZNEGO!



ps. mój Fun Page na Facebooku ma już prawie 100 fanów. Dla Setnego Fana, który polubi mój blog przewidziana słodka nagroda! :)

Tabbouleh.


W czerwcu tego roku zostałam mamą. Z wyboru. Nie mojego w dodatku ;-) Ogólnie rzecz biorąc stałam się matką chrzestną ;-) Przyjęcie po kościelnej uroczystości nie odbyło się w typowej restauracji. Udaliśmy się do libańskiego lokalu. Szczerze powiedziawszy pierwszy raz miałam okazję spróbować kuchni libańskiej. Co wpadło na mój talerz? Przystawki zimne i ciepłe, przepyszne mięsa. Najbardziej z tego wszystkiego w pamięć zapadło mi Tabbouleh. Bardzo orzeźwiająca, zimna przystawka. Analiza składników tej sałatki (?) nie zajęła mi dużo czasu, ale na wszelki wypadek przed przygotowaniem swojej przystawki zasięgnęłam porady od samego wujka Google. I w taki oto sposób mieszkanie wypełnił zapach mięty i cytryny...

Tabbouleh.

Składniki:
  • 1 pęczek mięty
  • 1 pęczek pietruszki
  • sok z jednej cytryny
  • 50 ml oliwy z oliwek
  • 2 pomidory
  • 1 czerwona cebula
  • 15o g kaszki kuskus
  • sól, pieprz

Sposób przygotowania:
Kuskus opłukać zimną wodą, następnie zalać gorącą wodą wymieszaną z sokiem cytrynowym i oliwą z oliwek (tafla wody powinna być ok. 1,5 cm nad kaszką). Lekko posolić. Odstawić do czasu, aż kasza 'wciągnie' całą wodę. Pomidory sparzyć i obrać ze skórki, pokroić w niewielką kostkę. Cebulę obrać i posiekać. Warzywa dodać do kaszki, wymieszać, doprawić do smaku solą i pieprzem. Zioła umyć, osuszyć i drobno posiekać. Dodać do reszty składników i wymieszać. Wstawić do lodówki na min. pół godziny.

SMACZNEGO!



PS. Na koniec ponawiam zaproszenie do udziału w Festiwalu Mleka. :)

Azja na talerzu.

Dalekowschodnich smaków chciałam spróbować już dawno temu. Zawsze jednak obawiałam się, że te dość specyficzne nuty smakowe nie polubią się z moimi receptorami na języku. Poszukiwałam więc czegoś mało inwazyjnego na sam początek ;) No i znalazłam. U Małgosi z bloga Pieprz czy wanilia. Soba z kurczakiem. Brzmiało dość bezpiecznie. Chwilę potrwało zanim udało mi się znaleźć sobę, ale w końcu się to udało. Dokupiłam resztę składników (po zmodyfikowaniu przepisu na oszczędną, studencką wersję ;) ) i przystąpiłam do działania! I wcale nie żałuję. Obiad był przepyszny!

Soba z kurczakiem i warzywami.
/cytuję za Małgosią.dz


Składniki:
  • 1 pierś z kurczaka
  • 3-4 łyżki sosu sojowego jasnego
  • 1 ząbek czosnku
  • 1 marchewka
  • 1 mały por
  • garść pędów bambusa (z zalewy)
  • 1-2 łyżki oleju arachidowego (zamiennie używam oleju z pestek winogron)
  • 2 porcje makaronu gryczanego soba

Sposób przygotowania:
Pierś kurczaka pokroić w kostkę. Czosnek drobniutko posiekać lub drobno utrzeć – wrzucić do sosu sojowego i wymieszać. Kurczaka zalać sosem - pozostawić na min. 30 min. lub dłużej (często przygotowuję dzień wcześniej i zostawiam na noc w lodówce). Marchewkę obrać i pokroić w cienkie słupki. Pora umyć, osuszyć i pokroić po skosie w piórka. Pędy bambusa z zalewy odsączyć, w razie potrzeby pokroić w cienkie paseczki. W garnku nastawić wodę do ugotowania soby. W międzyczasie w woku, lub głębszej patelni rozgrzać olej. Wrzucić kawałki kurczaka i szybko przesmażyć - mieszając, tak by mięso ścięło się z wszystkich stron. Dodać marchewkę, pora i pędy bambusa. Podlać całość sosem sojowym pozostałym z kurczaka i znów często mieszając smażyć całość ok. 1-2 minut (warzywa powinny być lekko twardawe). Odcedzić ugotowaną sobę, wrzucić do woka (patelni) i wymieszać z resztą składników. Podawać od razu.

SMACZNEGO!

ps. jaka była moja modyfikacja? Zamiast świeżych warzyw i bambusa w zalewie użyłam gotowej mrożonej mieszanki chińskiej (w skład wchodzą: marchew, kiełki fasoli Mung, papryka, por, cebula, pędy bambusa, grzyb czarny [Mun]). I zamiast oleju arachidowego smażyłam na zwykłym oleju.

Czekoladowa jesień vol. 2


Miałam poczekać z tą notką do jutra. Ale nie mogę. Bo ściśle nawiązuje do poprzedniej. Jak już pisałam, czekolada powoduje wzrost poziomu endorfin w naszym mózgu. Jakież było moje zdziwienie kiedy, po przyrządzeniu dzisiejszego napoju rozgrzewającego, o którym głównie chcę napisać, przeczytałam o właściwościach chili czy, jak kto woli, pieprzu cayenne (który de facto z pieprzem nie ma nic wspólnego). Czego się dowiedziałam? Otóż papryka ta oprócz witaminy C ma jeszcze A, P, B1, B2. Jest wykorzystywana w suplementach wspomagających odchudzanie iiiii uwaga... niektórzy psycholodzy uważają, że w reakcji na ostry palący smak mózg wytwarza związki chemiczne zwane endorfinami, które uśmierzają ból, a w dużych dawkach wywołują uczucie przyjemności. W związku z tym można by rzecz (pewnie nieco na wyrost, ale to przecież nikomu nie zaszkodzi), że chilli w połączeniu z czekoladą daje prawdziwą endorfinową bombę! :) Czyli coś, co na jesienną chandrę ma zbawienny wpływ :)

Gorrrąca czekolada z chili.



Składniki:
  • 1 tabliczka czekolady mlecznej
  • 1 tabliczka gorzkiej czekolady
  • 1 opakowanie cukru waniliowego
  • 1 łyżka cukru
  • 2 szklanki mleka
  • chili (pieprz cayenne)

Sposób przygotowania:
Do garnuszka wlać mleko, wsypać cukier, czekoladę połamać na mniejsze kawałki i wrzucić do mleka (zostawić kilka kostek gorzkiej). Garnuszek postawić na niewielkim ogniu i doprowadzić do rozpuszczenia czekolady, ciągle mieszając. Doprawić chili (w dowolnej ilości, ale z doświadczenia wiem, że już 2, 3 szczypty przyprawy robią swoje :) ). Gotową czekoladę przelać do szklanek, przyozdobić bitą śmietaną i startą na wiórki czekoladą. Podawać od razu.

SMACZNEGO!

ps. oryginalny przepis pochodzi z tej strony. Petra ma mnóstwo wspaniałych przepisów!