Waszyngton - miasto joggingu.

Moi Drodzy! W środę wróciłam do szarego Krakowa. Szarego, bo pogoda jest iście jesienna. Temperatura przygnębia, szare niebo i chmury również i aż wierzyć się nie chce, że jeszcze we wtorek spacerowałam po raz ostatni ulicami dolnego Manhattanu w koszulce z krótkim rękawkiem, wystawiając twarz do słońca i popijając jakże wszystkim znaną Pumpkin Spice Latte ze Starbucksa. Do starej rzeczywistości wracam z lekkim oporem i bardzo powoli. Ale z czasem się przyzwyczaję. A za rok być może znów mnie gdzieś poniesie za Ocean ;)
Póki co mam dla Was ogromną porcję zdjęć z miejsc wszelakich, planuję post o amerykańskim jedzeniu i być może o samym Work&Travel, bo może trafi tu jakaś zbłąkana studencka dusza, która będzie szukała pomysłu na niezapomniane wakacje. Do kuchni wracam wkrótce, pomysłów mam sporo, muszę tylko wrócić na właściwe tory funkcjonowania (póki co 'niewielki' jet lag daje się we znaki, w nocy śpię zaledwie kilka godzin, nadrabiam drzemkami za dnia) i wezmę się do roboty, apromys!

Miłość od pierwszego spojrzenia. / Risotto dyniowe na nadchodzącą jesień.

Są rzeczy, które chcemy mieć, gdy tylko je zobaczymy. Są osoby, które od pierwszego spotkania robią na nas tak duże wrażenie, że chcemy przebywać w ich towarzystwie tak długo, jak tylko jest to możliwe i myślimy o nich dniami i nocami. Są książki, które przyprawiają o dreszcz emocji po samej lekturze opisu na tylnej okładce. Są dania, które od pierwszego kęsa czy nawet zapachu wprowadzają w błogi stan. Są też miasta, które od pierwszego spojrzenia powalają na kolana, oczarowują mieszanką kontrastowych miejsc, ludzie onieśmielają swoją różnorodną urodą a wszystko razem sprawia, że chciałbyś w tym mieście mieszkać...

Snickers cupcakes


Niagara Falls. / Hummus buraczkowy.

Na mapie odwiedzonych przeze mnie krajów mogę zaznaczać kolejny. Wyjeżdżając do USA wiedziałam, że koniecznie muszę zobaczyć Niagara Falls, ale nie spodziewałam się, że przy okazji przekroczę kanadyjską granicę, zobaczę miasto, w którym zakocham się od pierwszego spojrzenia, na ulicy spotkam olbrzymiego szopa, będę spała w samochodzie między domkami jednorodzinnymi a blokiem i będę tak szczęśliwa. Ale od początku. Z końcem lipca, podczas jednej z wieczornych posiadówek przy piwku jeszcze na terenie college'u (w minioną środę przenieśli nas do hotelu) padł pomysł wyprawy nad Wodospad Niagara. Wyprawy nie takiej zwyczajnej bo na kilka samochodów. Wysłałam od razu prośbę o dwa dni wolne, kilka dni później została ona zaakceptowana i już myślałam jak to będzie. 17 osobowa ekipa, rozlokowana w trzech samochodach - brzmi ciekawie. Jak się domyślacie, ogarnięcie chaosu, jakim była wycieczka takiej grupy, nie było łatwym zadaniem. Do samego końca nic nie było pewne, oprócz tego, że jedziemy. I tak w minioną niedzielę wsiedliśmy w wypożyczone samochody, załadowaliśmy mapy, uruchomiliśmy GPSy i wyruszyliśmy w najzabawniejszą jak dotąd wyprawę mojego życia. Trasa zaowocowała w dziesiątki niespodzianek takich jak cofanie na autostradzie, stanie w olbrzymim autostradowym korku do Toronto o 1 w nocy, niezmienne zdziwienie, że za 40$ można zatankować pełny bak paliwa.

Ciasto bananowe z masłem orzechowym.