Była sobie dynia. Połowa zamieniła się w
sernik, połowa pokrojona w kostkę czekała na swoje 5 minut. I muszę Wam powiedzieć, że nie czekała zbyt długo. Chwila wystarczyła, żeby znaleźć dla niej zastosowanie. Jeden telefon pomógł w zrealizowaniu listy zakupów. Pół godziny okazało się wystarczającym czasem na przygotowanie rozgrzewającego, sycącego dania. I ponownie wyszło na to, że "duża porcja na kilka dni" to pojęcie abstrakcyjne. To curry zjecie z ryżem. Pomyślicie, że jesteście już tak nasyceni, że nie dacie rady więcej zjeść. Ale po 10 minutach wstawiając w kuchni wodę na zieloną herbatę stwierdzicie, że jedna łyżka więcej jeszcze nikomu nie zaszkodziła. Przed pójściem spać sprawdzicie, czy to danie jest rzeczywiście tak pyszne, czy tylko Wam się wydawało. I wyjdzie na to, że wcale się wcześniej nie pomyliliście. Resztkę dania zjecie solo lub z kromką chleba, na śniadanie dnia następnego. I wciąż będzie Wam mało. Kupicie kolejną dynię i powtórzycie opisane poniżej czynności raz jeszcze, a smak niezmiennie będzie Was zachwycał ;)