Konkurs jubileuszowy :) I placuszki z czarnymi kropeczkami...

Śniadanie. Najważniejszy posiłek w ciągu dnia. Daje energię na cały dzień, albo przynajmniej na kilka pierwszych godzin po opuszczeniu ciepłego łóżka. Powinno być sycące, ale lekkie, żeby nie obciążać organizmu. Takie jest moje zdanie. W końcu jeśli mam myśleć w szkole czy w pracy, to wolę się skupiać na tym co robię, niż wsłuchiwać się w pracę swojego żołądka ;) To, że od jakiegoś czasu nie jem regularnych śniadań już wiecie, nie raz bowiem wspominałam o ciągłym biegu i wiecznym spóźnieniu ;) Zdarzają się dni, kiedy wstanę choć trochę wcześniej i zjem kanapkę z twarożkiem i szczypiorkiem (jedna z ulubionych kanapkowych opcji (; ) i wypiję kubek herbaty. Jednak czas na śniadania znajduję najczęściej w weekendy. Kiedy mogę pozwolić sobie na dłuższy sen, nie muszę się z niczym śpieszyć, mam chwilę by usiąść na spokojnie przy stole i delektować się pierwszym posiłkiem. Błogie, poranne lenistwo. Wtedy nie robię kanapek, wolę coś bardziej 'twórczego'. Ostatnio w roli śniadania zadebiutowały dzisiejsze placuszki. Inne niż np. tradycyjne pancake'i, bo z kaszy manny, z prawdziwą wanilią. Pyszne nie tylko z wiśniową konfiturą, ale i w najprostszej postaci, posypane cukrem pudrem. Spróbujcie ich, bo warto. Może w rozpoczynający się dzisiejszym popołudniem weekend znajdziecie dla nich miejsce w swoim menu? :)


Waniliowe placuszki z kaszy manny
Składniki (ok. 10 placuszków):
  • 500 ml mleka
  • 130 g kaszy manny
  • 0,5 lub 1 cała laska wanilii*
  • 2 jajka
  • 2 łyżki brązowego cukru
  • odrobina masła do wysmarowania naczynia
  • olej rzepakowy do smażenia**
Sposób przygotowania:
Mleko wlać do garnuszka. Wanilię przekroić wzdłuż, wyskrobać ostrym nożem ziarenka, dodać do mleka (ziarenka i laskę), dodać cukier, podgrzać. Z mleka wyjąć laskę wanilii, wsypać kaszkę, jednocześnie mieszając, aby nie zrobiły się grudki. Na minimalnym ogniu gotować kaszkę ok. 10 minut. Następnie zdjąć z palnika, studzić przez kilka minut, dodać jajka i dokładnie wymieszać. Duże, prostokątne naczynie żaroodporne lub blaszkę wysmarować masłem, wyłożyć kaszkę, wygładzić powierzchnię, odstawić do całkowitego wystygnięcia. Na rozgrzaną patelnię wlać kilka łyżek oleju rzepakowego. Masę z kaszy pokroić na kwadraty mniej więcej równej wielkości. Wykładać na patelnię i smażyć na rozgrzanym oleju, aż się zrumienią. Podawać posypane cukrem pudrem lub z konfiturą.

SMACZNEGO!


** Czy wiecie że... Olej rzepakowy jest bardzo dobrym olejem do smażenia, ponieważ nie zmienia swoich właściwości, szybko się nagrzewa, łatwo ocieka z produktu usmażonego, dlatego smażone potrawy jak kotlety czy placuszki są mniej tłuste, a co najważniejsze - nie zmienia smaku smażonego dania! :)
*Ilość wanilii zależy od jej jakości. Jeżeli Wasza wanilia będzie dość sucha i cienka, użyjcie całą laskę. Zakupiona przeze mnie wanilia jest bardzo gruba i mięsista, dlatego użyłam tylko pół laski, ale oczywiście nic nie stoi na przeszkodzie, aby zużyć całą, jeśli chcecie, aby placuszki były intensywnie waniliowe :)

~*~   ~*~   ~*~   ~*~

Uwaga, Kochani, ogłaszam KONKURS! :) W związku z tym, że liczba fanów Yummy Lifestyle na Facebook'u osiągnęła jubileuszowy próg 500 osób, rozpiera mnie radość i duma ;) Dzisiejszy post nawiązuje do weekendowych śniadań i z nimi właśnie będzie związany konkurs.
Jego zasady:
1. Ponieważ zbliża się wiosna, chciałabym abyście w komentarzach podali swój sposób na przyjemne, lekkie, wiosenno-weekendowe śniadanie :) Możecie opisać potrawy, formę ich podania, elementy wystroju stołu... Cokolwiek co będzie nawiązywało do wiosny :)
2. Czas trwania: 9 marca (piątek) - 18 marca (niedziela) do północy
3. Spośród Waszych komentarzy wybiorę dwa, które najbardziej mi się spodobają, wyniki zaś opublikuję 21 marca - w pierwszy dzień kalendarzowej wiosny :)
4. Nagrody w konkursie są dwie: jedna to zestaw foremek do ciast i ciasteczek DRÖMMAR firmy IKEA, druga to foremka do czekoladek BAKE IT firmy DUKA. Proszę, aby w komentarzu zaznaczyć, którą nagrodę chcielibyście otrzymać.
5. Jedna osoba może podać dowolną ilość pomysłów, ale każdy z nich musi być umieszczony w osobnym komentarzu.
6. Anonimowe komentarze nie będą brane pod uwagę. Jeśli nie jesteś zarejestrowany, podaj przynajmniej imię, a w komentarzu zostaw proszę swój adres e-mail.
7. Fundatorem nagród jestem ja ;) Zostaną one także wysłane na mój koszt.

Liczę na Waszą pomysłowość :))) 

Zapiekanka ziemniaczana, czyli moje comfort food.

Czym jest comfort food zapewne większość z Was wie. Dla tych jednak, którzy o takim terminie nie słyszeli, dodam, że oznacza on (wg cioci Wikipedii) jedzenie posiadające sentymentalne lub nostalgiczne znaczenie oraz m.in. takie które jest łatwe w przygotowaniu, bogate w kalorie i zapewniające nam w pewnym sensie błogość i komfort psychiczny po spożyciu. Myślę, że każdy ma swoje ulubione dania, które może zaliczyć do grupy comfort food. Mogą to być zarówno potrawy słodkie jak i wytrawne. Ja ich mam całe mnóstwo. Jednym z dań wprawiających mnie w błogi stan jest, nazwana przeze mnie wiejską, zapiekanka ziemniaczana. Dużo mięsa, beszamel, przypieczony ser, plasterki ziemniaków... Sama myśl o niej przyprawia mnie o uśmiech na twarzy. Tej zimy pojawiła się na moim stole nie raz, za każdym razem jednak powodowała ten sam efekt - zaspokojenie potrzeby na coś pysznego i niekoniecznie dietetycznego ;) Spróbujcie i dajcie znać, czy to danie mogłoby się stać również i Waszym comfort food.... :)


Wiejska zapiekanka ziemniaczana
Składniki:
  • ok. 1 kg ziemniaków
  • 500 g mięsa mielonego
  • 2 laski kiełbasy wiejskiej
  • 1 cebula
  • 2 ząbki czosnku
  • 1 czerwona papryka
  • 300 g pieczarek
  • 1 słoiczek koncentratu pomidorowego (90 g)
  • ok. 250 g żółtego sera, utartego na dużych oczkach tarki
  • olej rzepakowy do smażenia
  • sól, pieprz, zioła prowansalskie, cukier
  • odrobina masła do posmarowania naczynia
Sos beszamelowy:
  • 3-4 łyżki masła
  • 2 duże ząbki czosnku
  • 3-4 łyżki mąki
  • ok. 800 ml mleka
  • po 1 łyżce oregano, majeranku, bazylii
  • sól, pieprz do smaku
Sposób przygotowania:
Ziemniaki obrać, pokroić w plasterki grubości ok. 0,5 - 1 cm, lekko obgotować w osolonej wodzie (mają być niedogotowane, lekko twarde). Rozgrzać patelnię, następnie wlać kilka łyżek oleju rzepakowego. Czosnek obrać, posiekać i wrzucić na rozgrzany olej. Po chwili dodać mięso mielone i podsmażyć. Paprykę opłukać, usunąć gniazdo nasienne, pokroić w niezbyt dużą kostkę, dodać do mięsa, wymieszać i dusić kilka minut. Następnie dodać połowę koncentratu, dodać łyżkę ziół prowansalskich, doprawić do smaku solą, pieprzem i odrobiną cukru, wymieszać i przełożyć do miski. Cebulę obrać, drobno posiekać i podsmażyć na patelni rozgrzanym oleju rzepakowym. Laski kiełbasy przekroić wzdłuż i pokroić w półtalarki, dorzucić do cebuli, smażyć na średnim ogniu, aż mięso się zrumieni. W międzyczasie pieczarki opłukać, obrać, pokroić w talarki a następnie dodać do zrumienionej kiełbasy. Dusić pod przykryciem do czasu, aż pieczarki puszczą sok. Następnie doprawić solą i pieprzem, dodać pozostały koncentrat i dokładnie wymieszać. Przygotować sos beszamelowy wg tego przepisu. Piekarnik nagrzać do 180 stopni. Duże naczynie żaroodporne posmarować masłem. Składniki zapiekanki wykładamy warstwami: na dno kilka łyżek sosu - następnie szczelnie ułożona warstwa ziemniaczanych talarków - sos beszamelowy - warstwa mięsa mielonego z papryką - kiełbasa wiejska z pieczarkami - druga warstwa ziemniaków - reszta sosu beszamelowego -starty żółty ser. Zapiekać ok. 30-40 minut. I gotowe :)

SMACZNEGO!

Idąc w ślady babci...

Chyba każda babcia ma swoje popisowe danie, na które wnuczki czekają z utęsknieniem. Prawdopodobnie dań tych nie sposób jest zliczyć. Ale wydaje mi się, że jest potrawa, którą każda babcia, według jej wnucząt, robi najlepiej... Mowa oczywiście o pierogach. Ich rodzajów jest mnóstwo, więc i Wasze babcie robią lub robiły różnorakie. Moja babcia robi pyszne pierogi z kaszą gryczaną i twarogiem (gdy byłam mała, nie lubiłam ich; tak jak do wielu innych dań musiałam do nich dojrzeć ;) ) i ruskie. Nie da się jednak ukryć, że najlepsze pierogi z farszem ziemniaczano-twarogowym, robiła moja prababcia. Prababcine pierogi były olbrzymie, nabrzmiałe od farszu, idealne! Ich dobra sława sięgała aż po Warszawę, gdzie znajomi mojej mamy niejednokrotnie wspominali je podczas naszych spotkań. Mając taki pierogowy autorytet ciężko jest się zebrać do popełnienia własnych pierożków. Poprzeczka jest zawieszona tak wysoko, że nawet jeśli odważymy się spróbować, to i tak wiemy, że do pierwowzoru będzie daleko. Mimo wszystko jednak odważyłam się w końcu samodzielnie zagnieść ciasto i ulepić swoją partię pierożków. Jakież było moje zdziwienie, kiedy żaden z blisko 50 pierogów nie rozkleił się podczas gotowania, a każdy był tak samo pyszny! Oczywistą oczywistością jest, że nie były to pierogi mojej prababci, ale mam olbrzymią satysfakcję, że przemogłam strach przed porażką i odniosłam pierogowy sukces, spełniając tym samym jedno z kulinarnych noworocznych postanowień (teraz przede mną m.in. gołąbki!). Zapraszam więc na rusko-pierogową ucztę. :)


Ciasto pierogowe
Składniki (na ok. 70 dużych pierogów):
  • ok. 4 szklanki mąki 
  • 1,5 szklanki ciepłej wody
  • 1-2 jajek
  • 4 łyżki oleju rzepakowego
  • 1,5 łyżeczki soli
Sposób przygotowania:
Do miski lub na stolnicę przesiać mąkę, w ciepłej wodzie rozpuścić sól. W mące zrobić wgłębienie, wbić w nie jajko i zacząć mieszać składniki ręką. Wlewać stopniowo ciepłą wodę i olej, mieszając wszystkie składniki i wyrabiając jednocześnie ciasto. Jeśli ciasto wyjdzie za wilgotne lub za suche należy dosypać odrobinę mąki lub dolać nieco wody. Ciasto powinno być gładkie miękkie i elastyczne. Jest idealne zarówno do 'zwartego' nadzienia, jak i tych nieco rzadszych (np. ze szpinakiem lub z owocami). Do tych drugich ciasto wystarczy nieco grubiej rozwałkować. 


Nadzienie do pierogów ruskich
Składniki (na ok. 50 pierogów):
  • 1 kg ziemniaków
  • 300 g twarogu
  • 1 duża cebula
  • pieprz, vegeta
  • 2-3 łyżki oleju rzepakowego
Omasta do pierogów:
  • 50 g słoniny
  • 1 cebula
Sposób przygotowania:
Ziemniaki obrać, ugotować w osolonej wodzie. Następnie zmiażdżyć tłuczkiem i ostudzić. Cebulę obrać, drobno posiekać. Na dobrze rozgrzaną patelnię wlać olej rzepakowy, rozgrzać go a następnie podsmażyć na nim cebulę. Dodać do ziemniaków razem z twarogiem. Składniki zmiażdżyć tłuczkiem do ziemniaków, doprawić do smaku solą i vegetą, dokładnie wymieszać. Ciasto pierogowe cienko rozwałkować, wykrawać z niego krążki za pomocą szklanki. Na każdy krążek kłaść po 1 łyżce farszu (najlepiej na spodnią część - tę od blatu; jest wilgotniejsza i będzie się lepiej kleić) i zlepiać pierożki. Gotowe, przed gotowaniem, układać na czystej i świeżej ściereczce bawełnianej. Pierogi wrzucać partiami (po ok. 10 sztuk) do osolonej, gotującej się wody. Przez pierwszą minutę mieszać delikatnie drewnianą łyżką, aby nie przywarły do dna. Po wypłynięciu pierogów na powierzchnię gotować ok. 1 minutę. Słoninę na omastę pokroić w bardzo drobną kostkę, wrzucić na rozgrzaną patelnię. Kiedy wytopi się z niej tłuszcz, a skwarki się lekko zrumienią, wrzucić posiekaną cebulę i smażyć kilka minut, aż cebula nabierze złoto-brązowego koloru. Omastą polać gotowe pierogi i najlepiej zjadać o razu :)

UWAGA! Jeśli chcecie zamrozić pierogi (nieugotowane), posypcie odrobiną mąki duży półmisek i ułóżcie na nim luźno pierogi. Przykryjcie folią i wstawcie do zamrażarki. Po kilku godzinach, kiedy pierogi będą już zmrożone, możecie przełożyć je do pojemniczków czy woreczków, poporcjowane. Zamrożone w taki sposób pierogi nie skleją się ze sobą i będą łatwe do przygotowania w dowolnym momencie :)

SMACZNEGO!


Brioszki z z mandarynkowym lukrem.

Wczoraj Walentynki, jutro Tłusty Czwartek. W tym roku dwa 'święta' wybitnie kojarzące się ze słodkościami następują jedno po drugim, w tak niewielkim odstępie czasu. Na blogach pojawiło się w ostatnim czasie mnóstwo cudownych przepisów na pączki. Ich zdjęcia przyprawiają mnie o zawrót głowy, z zachwytu rzecz jasna. Sama w tym roku nie podjęłam się i nie podejmę jeszcze wyzwania samodzielnego smażenia pączków. Zakupię więc najprawdopodobniej kilka sztuk złocistych, pulchnych drożdżowych kul dla siebie i Pana Be. aby tradycji stało się zadość. Dla tych jednak, którzy chcą jutro świętować troszkę mniej tłusto polecam brioszki do odrywania. Nadziane konfiturą, dżemem, powidłem, nutellą... Czym chcecie :) U mnie to tropikalna konfitura i powidła śliwkowe od Jeszczenieteściowej (Swoją drogą wybitnie pyszne! Występowały na zdjęciach przy okazji drożdżowych bułeczek cynamonowych. Dacie wiarę, że na do zjedzenia kilku z nich potrzebowałam towarzystwa prawie połowy słoika powidła?! Takie jest, a raczej było, smaczne ;) ). Z delikatną cukrową skorupką, polane mandarynkowym lukrem. Ach, jakie to pyszne! Skusicie się? :)


Brioszki do odrywania z mandarynkowym lukrem.
przepis zainspirowany recepturą Asi z Kwestii Smaku
Składniki:
  • 370 g mąki
  • 50 g drobnego cukru 
  • 25 g świeżych drożdży (lub 7 g suszonych drożdży instant) 
  • 1 łyżeczka soli 
  • 100 ml letniego mleka 
  • 3 jajka 
  • 170 g miękkiego masła
  • 1 słoik  ulubionego dżemu, konfitur, powideł lub inne lubiane przez Was 'smarowidło' ;)
  • 1 rozmącone jajko do posmarowania + kilka łyżek brązowego cukru do posypania
Lukier:
  • kilka łyżek cukru pudru
  • sok wyciśnięty z mandarynki
Sposób przygotowania:
Świeże drożdże wymieszać z jedną łyżką cukru, aż do uzyskania płynnej konsystencji. Rozmieszać z lekko ciepłym mlekiem, odstawić zaczyn na ok. 10-15 minut do urośnięcia (miejcie na niego oko, ja swój odłożyłam w okolice grzejnika, żeby mu było cieplej, zagapiłam się i zaczął  mi 'uciekać' ze szklanki ;) ). Mąkę przesiać do miski, dodać cukier, sól (oraz suche drożdże jeśli takich właśnie używacie), jajka i zaczyn drożdżowy. Wymieszać wszystkie składniki, a następnie wyrabiać ciasto ok. 10 minut. Do ciasta dodawać porcjami masło, cały czas je wyrabiając. Miskę przykryć czystą i świeżą ściereczką, odstawić na ok. 1 godzinę do wyrośnięcia. Tortownicę wysmarować masłem i wyłożyć papierem do pieczenia. Ciasto podzielić na 12 równych części, formować z nich placki, nakładać 1 łyżkę nadzienia, a następnie zlepiać, formując kule. Bułeczki układać koło siebie w tortownicy zlepieniem do dołu, odstawić jeszcze na jakiś czas aby nieco napuchły. Piekarnik rozgrzać do 180 stopni. Przed wstawieniem brioszek do pieca posmarować je rozmąconym jajkiem i posypać odrobiną brązowego cukru. Piec ok. 30 minut. Po upieczeniu od razu wyjąć z piekarnika, po upływie ok. 15-20 minut zdjąć obręcz tortownicy i studzić brioszki jeszcze chwilę. Cukier puder wymieszać z sokiem mandarynkowym. Lukier przelać do niewielkiej sosjerki, podawać do bułeczek. Najlepiej smakują jeszcze ciepłe, w towarzystwie szklanki mleka lub baaaardzo mlecznej kawy.

SMACZNEGO!


Naleśnikowe lowe.

Zima w tym roku daje nam popalić. Mróz szczypie w nos za każdym razem, kiedy zdecyduję się go wyściubić poza dom. Śnieg skrzypi pod nogami z każdym kolejnym krokiem. Kiedyś to lubiłam. Gdy  byłam dzieckiem. Czekałam na zimę z utęsknieniem. Bo Mikołaj przyjdzie, bo są moje urodziny, bo mnóstwo prezentów pod choinką, bo ferie, wygłupy na śniegu itd. Ale to kiedyś. Teraz dopatruję się w zimie samych problemów. Bo zimno, bo ślisko, bo ciężko (od kilku warstw ubrać i dodatkowych kilogramów), bo ciemno, szaro i ponuro. Ale jest kilka rzeczy i czynności umilających zimowe popołudnia. Np. smażenie naleśników. Podrzucanie kolejnych placków sprawia mi ogromną przyjemność i pozwala się czuć jak szef kuchni :) Naleśniki to także smak dzieciństwa, więc choć troszkę pozwalają przetrwać zimę, tak jak kiedyś...


Bazowe ciasto naleśnikowe
Składniki:
  • 250 ml mleka
  • 250 ml wody gazowanej
  • 2 jajka 
  • 200 g mąki
  • szczypta soli
  • kawałek słoniny do smażenia
Sposób przygotowania:
Jajka, mleko, wodę i mąkę z odrobiną soli dokładnie zmiksować za pomocą miksera (aby nie było grudek z mąki). Odstawić na pół godziny, aby ciasto zgęstniało. Rozgrzać patelnię do naleśników, nasmarować ją nabitym na widelec kawałkiem słoniny. Na patelnię wylewać cienką warstwę ciasta tak, aby całkowicie pokrywała jej powierzchnię. Gdy powierzchnia jest sucha, odwrócić naleśnika na drugą stronę i smażyć jeszcze kilka sekund. Gotowego naleśnika zsunąć na talerz odwrócony dnem do góry.

Takie naleśniki mogą być bazą do naleśników zarówno słodkich jak i tych ze słonym farszem czy np. krokietów.


Waniliowe naleśniki z dżemem
Do bazowego ciasta należy dodać:
  • ziarenka z laski wanilii
  • 1 łyżkę prawdziwego cukru waniliowego
Oprócz tego:
  • ulubiony dżem do podania
  • odrobina oleju do podsmażenia
Do ciasta na etapie mieszania dodajemy ziarenka wyłuskane z laski wanilii i cukier. Smażymy wg instrukcji. Lekko ostudzone naleśniki smarujemy dżemem i zwijamy w rulony. Na patelni rozgrzewamy odrobinę oleju i podsmażamy naleśniki z każdej strony po 1-2 min. Podajemy posypane cukrem pudrem.


Czekoladowe naleśniki z waniliowym serkiem
Do bazowego ciasta należy dodać:
  • pół tabliczki czekolady roztopionej z łyżką masła
  • 1 łyżkę brązowego cukru
  • 1 łyżkę gorzkiego kakao
Oprócz tego:
  • kostka twarogu półtłustego (200 lub 250 g)
  • 1 opakowanie waniliowego serka typu Danio
  • 1 łyżeczka prawdziwego cukru waniliowego
  • garść rodzynek (opcjonalnie, nie każdy lubi)
  • odrobina oleju do podsmażenia
Do ciasta na etapie mieszania dodajemy roztopioną czekoladę z masłem, kakao i cukier. Smażymy wg instrukcji. Twaróg rozdrabniamy widelcem, dodajemy serek Danio, cukier i rodzynki (można je wcześniej sparzyć wrzątkiem, aby były miękkie) i dokładnie mieszamy. Nakładamy na pół naleśnika, którego następnie składamy w trójkąt. Na patelni rozgrzewamy odrobinę oleju i podsmażamy naleśniki z obu stron po 1-2 min. Można podawać np z bitą śmietaną.


SMACZNEGO!

ps. Składam podziękowania mojemu Panu Połówkowi za asystę przy robieniu zdjęć (do Jego zadań należało trzymanie blendy, smarowanie dżemem naleśników i takie tam) oraz pozdrawiam ciepło moją The A Team z Akademii Foto ;)