środa, 16 listopada 2011

Jesienne brownies z gruszkami i orzechami.

Połowa listopada już za nami. W tym momencie bliżej nam już chyba do zimy, niż do jesieni. Przynajmniej, jeśli chodzi o temperatury. Łapią już pierwsze przymrozki, gdzieniegdzie pojawia się pierwszy śnieg. Charakterystyczne dla tej pory roku przeziębienia i grypa dają się we znaki (sama takowym przypłaciłam za brak ciepłego szalika opatulającego szyję). Nastaje czas mleka z miodem i masłem w ramach domowego leczenia (Jeszczenieteściowa dodaje jeszcze czosnek. Piłam. Przeżyłam. Po kilku dawkach się wyleczyłam.) oraz idealna pora na cudowną herbatę z miodem i cytryną (lub z żurawinową konfiturą domowej roboty - miałam okazję spróbować u Pana Be. Coś wspaniałego.).


Jedyne o czym marzymy w trakcie mglistego dnia to kubek gorącej czekolady i ciepły koc. Domowe zacisze. Do rozgrzewającego napoju przyda się coś jeszcze. Kawałek świeżego ciasta. Jesiennego. Słonecznego. Z mieszkanką intensywnych aromatów. Wystarczy dodać kilka składników do znanego wszystkim, klasycznego brownies, aby otrzymać ciasto idealne na tę porę roku. Czy wśród Was znajdą się chętni na kawałek takiego smakołyku?


Jesienne brownies z orzechami o gruszkami.
(inspiracja zaczerpnięta od Viridianki)
Składniki:
  • 100 g masła
  • 200 g czekolady (po 100 g gorzkiej i mlecznej)
  • ok. 100 g posiekanych orzechów (laskowych, włoskich... wg upodobania)
  • 100 g cukru pudru
  • 3 jajka
  • szczypta soli
  • 3 twarde gruszki
  • sok z cytryny

Sposób przygotowania:
Małą tortownicę wyłożyć papierem do pieczenia. Piekarnik nagrzać do 180 stopni. Czekoladę roztopić z masłem w kąpieli wodnej. Żółtka ubić z cukrem, dodać lekko ostudzoną masę czekoladową i orzechy. Białka ubić z solą na niezbyt sztywną pianę i dodać w kilku partiach do czekoladowej masy. Ciasto przelać do foremki. Gruszki obrać, usunąć gniazda nasienne, wierzch delikatnie naciąć w paski, skropić sokiem z cytryny a następnie owoce umieścić w cieście. Piec ok. 30 minut, aż gruszki będą miękkie a ciasto odpowiednio wypieczone (sprawdzamy patyczkiem, który po wyciągnięciu powinien być suchy). Po ostudzeniu można posypać cukrem pudrem.

SMACZNEGO!


Kochani! Chciałabym się z Wami podzielić pewną informacją. W ubiegłym tygodniu w sieci ukazał się wywiad ze mną. Jeśli więc jesteście ciekawi kulisów prowadzenia mojego bloga zapraszam Was do lektury. :)))

Chciałabym Was także poprosić o oddanie głosu w Wyborach Kulinarnego Bloga Roku na znane Wam z poprzedniego wpisu ciasto, czyli Halvas. Dla głosujących przewidziane są nagrody w postaci książek pt. "Smaki północnej Italii'. Obrazek poniżej przeniesie Was na stronę mojego przepisu w Konkursie. Z  góry dziękuję za każdy głos :))

Pozdrawiam Was ciepło!


wtorek, 8 listopada 2011

Po grecku...

Listopadowe zadanie w Wyborach Kulinarnego Bloga Roku daje spore pole do popisu. Na warsztat poszła bowiem kuchnia śródziemnomorska. O razu na myśl przychodzi mi bogata kuchnia włoska. Mimo, że jest to akurat jedna z moich ulubionych kuchni, chciałam zrobić w ramach konkursu coś nowego. W 1999 r. w ramach prezentu komunijnego pojechałam z mamą na wczasy na Rodos. Z wyjazdu tego pamiętam przede wszystkim kalmary, które zjadłam ze smakiem, a teraz jakoś nie mam odwagi by je skosztować... Było także wybitne ciasto. Bardzo proste. Przypominało mi trochę w smaku nasze ciasta ucierane. Z taką tylko różnicą, że było dużo pyszniejsze. Bardzo wilgotne, dość tłuste, idealnie słodkie. Było serwowane na śniadanie, dzień w dzień. Nie trudno więc zgadnąć co zjadałam ze smakiem każdego ranka oraz co było kamuflowane w serwetkach i 'nielegalnie' wynoszone z hotelowej restauracji. Receptury ciasta nie udało mi się rozgryźć do dziś. Ale do konkursu startuję z innym ciastem. Halvas to greckie ciasto z kaszy manny i migdałów o intensywnym smaku cytrynowo-pomarańczowym. Jest przepyszne. Ciężkie i mokre od cytrusowego syropu, o ciekawej pomarańczowej barwie. Szczerze powiedziawszy, ze względu na swoją sklerozę, przygotowałam ciasto bez migdałów, ale i tak wyszło wyśmienite. :)

 
Halvas, czyli greckie ciasto z kaszy manny
Skałdniki:
  • 200 g masła
  • 200 g cukru pudru
  • 6 jajek
  • 115 g drobnej kaszy manny
  • 175 g mielonych migdałów
  • 3 pomarańcze
  • 125 g cukru
  • 50 ml wody
  • 1 laska cynamonu
  • 2 cytryny
  • jogurt grecki do podania

Sposób przygotowania:
Oddzielić białka od żółtek. Pomarańcze umyć, drobno zetrzeć skórkę, a następnie wycisnąć z nich sok. Tortownicę o średnicy 23 cm wyłożyć papierem do pieczenia. Piekarnik rozgrzać do 180 stopni. Masło i cukier utrzećw dużej misce na gładką i puszystą masę. Dokładnie ubijając, dodawać po kolei po jednym żółtku. Dodać kaszę, mielone migdały, skórkę i sok z pomarańczy. Dokładnie połączyć wszystkie składniki. Białka ubić na sztywną pianę (można dodać szczyptę soli) i delikatnie połączyć z masą. Przelać do tortownicy, wstawić do piekarnika i piec ok. 50-60 min, aż ciasto będzie lekko twarde przy dotknięciu. Cytryny umyć, zetrzeć skórkę i wycisnąć z nich sok. Do garnuszka wsypać cukier, wlać wodę i dodać laskę cynamonu. Gotować ostrożnie na niewielkim ogniu, aż cukier się rozpuści. Doprowadzić do wrzenia i gotować na dużym ogniu przez 4-5 minut, aż mieszanina zgęstnieje. Zdjąć z ognia i skórkę z cytryny oraz sok przelany przez sitko. Ciasto po upieczeniu zostawić na ok. 5 minut w formie. Następnie ostrożnie wyciągnąć na metalową kratkę. Wierzch ciast nakłuć w kilku miejscach patyczkiem do szaszłyków i ciepłe polewać gorącym syropem (uprzednio wyjąć cynamon). Podawać ostudzone z jogurtem greckim posypanym odrobiną cynamonu.

SMACZNEGO!


piątek, 4 listopada 2011

Jesień....

W kulinarnej blogosferze zauważyłam ostatnimi czasy lekkie załamanie. Mniejsza ilość postów, zdecydowanie mniejsza częstotliwość ich pojawiania się. W pewnym sensie, w niejednym przypadku jest to, ośmielę się powiedzieć, zmęczenie materiałem. Możliwe też, że inni mają tyle na głowie, że dają swoim blogom odetchnąć. Cóż. I ja niestety należę do grona tych bloggerów, których opanowała writers block (dziś po raz pierwszy miałam do czynienia z tą nazwą i szczerze powiedziawszy podoba mi się taki kamuflaż najprostszego słowa 'lenistwo'). Na nic zdają się być obietnice poprawy. Blokada jest i już. Pozostaje jedynie wierzyć, że te czekające na swoją kolej przepisy ujrzą w końcu światło dzienne :)
~*~
Jeden z nich czeka publikacji od września. Składniki były zdobyte z prawdziwym poświęceniem. Nie moim, o dziwo. Pan Be. zobowiązał się do dostawy jeżyn prosto z lasu. Niestety inni wpadli na równie wspaniały pomysł skorzystania z dóbr lasu i uzbieranie odpowiedniej ilości owoców graniczyło z cudem. Ale udało się. Podrapane przez gałęzie ręce wręczyły mi słoik do połowy wypełniony czernicami. Przykro mi jedynie było, że sam bohater nie miał okazji spróbowania późniejszego wyrobu. Ale nic straconego. Za rok może pójdziemy razem i od razu będę mogła popełnić deser? :)


Deser leśny pod skorupką.
Składniki (na 3-4 porcje):
  • 300 g jeżyn lub malin (mogą być zarówno świeże jak i mrożone)
  • 100 g cukru pudru
  • 4 kieliszki Creme de cassis (opcjonalnie)
  • 250 g serka mascarpone
  • 250 ml kremówki
  • 2 łyżki cukru waniliowego (domowej roboty lub w wersji sklepowej  cukru z wanilią)
  • ok. 4 łyżki brązowego cukru

Sposób przygotowania:
Owoce wrzucić do garnuszka, zasypać cukrem i gotować na średnim ogniu ok. 20 minut, od czasu do czasu mieszając. W tym czasie mikstura powinna zgęstnieć. Naczynie zdjąć z ognia, nieco przestudzić. Wlać likier i wymieszać (w wersji dla dzieci oczywiście pomijamy). Owoce rozdzielić do szklanek (alkohol można wlać także bezpośrednio na owoce w szklankach i delikatnie wymieszać łyżeczką). Odstawić do lodówki do całkowitego ostygnięcia. Kremówkę ubić na sztywno, następnie dodać do serka mascarpone, dodać cukier waniliowy i dokładnie wymieszać. Masę rozlać do szklanek z owocami. Wstawić do lodówki na ok. godzinę. Przed podaniem posypać brązowym cukrem i skarmelizować go za pomocą małego palnika (aby uzyskać efekt skorupki). Można przybrać świeżymi jeżynami lub malinami.

SMACZNEGO!


Podziel się blogiem z innymi

Durszlak.pl