czwartek, 11 sierpnia 2011

Dynia Resto Bar.


Moja przygoda z dzisiaj opisaną knajpką zaczęła się od spotkania w celu przeprowadzenia wywiadu. O dziwo, wywiad był przeprowadzany ze mną (zainteresowanych moimi słowami zapraszam tu). To był przełom 2009/2010. Dynię wybrała poznana na szkoleniu Judyta, która wpadła na pomysł przepytania mnie z mojej 'artystycznej' działalności. To były początki mojego życia w Krakowie. Śmieszne jest to, że nawet nie wiedziałam, gdzie znajduje się ulica Krupnicza. Z pomocą internetu trafiłam jednak do miejsca, które urzekło mnie swoją atmosferą i gorącą czekoladą :) A następnie, nie wiedzieć czemu, odeszło w zapomnienie... O Dyni, po raz kolejny, dowiedziałam się od mojej przyjaciółki, która lubiła tam jadać. I tak od maja tego roku zbieram materiał na notkę :) Spróbowałam kilka potraw i mogę co nieco Wam o rzeczonej restauracji opowiedzieć.


Gdybym miała w kilku słowach opisać Dynię, powiedziałabym przede wszystkim, że to godna uwagi restauracja, serwująca świeże i pyszne jedzenie. W poszczególnych potrawach składniki idealnie ze sobą współgrają. Atmosfera miejsca jest rewelacyjna, spokojna, pozwalająca odetchnąć od zgiełku miasta. Restauracja posiada swój ogródek z mnóstwem zieleni i kusząco wyglądającymi fotelami w rogach (w których jeszcze, niestety, nie udało mi się zasiąść, bo za każdym razem są zajęte ;) ). Ciśnie mi się na usta jedno słowo, gdy pomyślę o tym miejscu - relaks. :) 
Obsługa jest przemiła i sprawna. Goście zawsze witani są uśmiechem i ciepłym 'dzień dobry' :) Na jedzenie nie trzeba czekać bardzo długo co stanowi duży atut. A jeżeli chodzi o same potrawy....


Do tej pory miałam okazję zjeść: papardelle z grzybami leśnymi posypane świeżo posiekaną pietruszką oraz kurczaka z tzatzykami i pomidorem, podanego z grillowanymi ziemniakami. Oprócz tego posmakowałam (z nie swojego talerza ;) ): pierogów ze szpinakiem oraz kurczaka w miodzie z glazurowaną gruszką i puree ziemniaczanym. A kwestii smaku... Po kolei ;)


Na pierwszy rzut idzie papardelle z grzybami leśnymi, bo wspomnienia związane z tym daniem są najświeższe i niezwykle pozytywne. Widoczna porcja może nie wydawać się jakąś wybitnie dużą, ale, uwierzcie mi na słowo, jest wystarczająca i bardzo sycąca :) Sos do makarony był przepyszny! Idealnie doprawiony, aksamitny, intensywnie grzybowy. Taki jak być powinien. Jednym zdaniem: strzał w dziesiątkę.


W maju raczyłam swe podniebienie kurczakiem z tzatzykami. Smaczne. Mięso było soczyste, ziemniaki idealnie wygrillowane, pomidor mięsisty. Jedynie tzatziki wymagało mojej ingerencji - jak dla mnie było za mało przyprawione. Mimo wszystko ogólna ocena pozytywna.


Jednym z dań skosztowanych, choć nie zamówionych przeze mnie, jest kurczak w miodzie z glazurowaną gruszką. Tutaj mogę się wypowiedzieć jedynie w kwestii gruszek i puree ziemniaczanego, gdyż porcja mięsa była na tyle niewielka, że nie chciałam Mojej Lepszej Połówki z niego objadać ;) Puree było mało doprawione, brakowało mi przede wszystkim soli. Gruszka za to była idealna. Niezbyt rozpadająca się, ale nie twarda, o intensywnym acz nie dominującym smaku. Z tego co mówił Pan Be. mięso było bardzo smaczne, dobrze doprawione. Ogólnie z posiłku był zadowolony, więc myślę, że to dobra recenzja sama w sobie ;)
~
W maju kosztowałam też pierogów ze szpinakiem. Pamiętam, że brakowało im soli. Poza tym farsz był smaczny. Pierogi były bardzo nadziane i pękate :) Ciasto idealne. Godne polecenia :) Do rzeczy, które warto także spróbować, należy koktajl bananowy. Aksamitny i intensywnie bananowy. Myślę, że byście się nie zawiedli ;)
~
Jeżeli chodzi o ceny. Jak na moją kieszeń są dość wysokie, na pewno nie byłoby mnie stać na wypady do Dyni kilka razy w tygodniu ;) ale cóż się dziwić, jestem studentką ;) Kompletny cennik możecie znaleźć na stronie internetowej restauracji. Mimo wszystko jednak, uważam, że dania warte są swojej ceny.
~
Restauracja nadaje się na śniadanie, lunch, obiad i kolację. Dobra dla każdego. I z pełną odpowiedzialnością ją polecam :)

Ogólne informacje o lokalu:


ul. Krupnicza 20
Godziny otwarcia:
poniedziałek - piatek        8:30 - 22:00
sobota                            9:00 - 22:00
niedziela                          9:00 - 21:00


czwartek, 4 sierpnia 2011

Wyniki Konkursu.

Moi Drodzy, przepraszam Was na wstępie za zwłokę z ogłoszeniem wyników, ale cay czas coś mam do zrobienia. Jednakże laureauci są mi już znani i chciałabym się z Wami podzielić informacją o tym, kto zdobył książki :) Ze względu na to, że do wygrania były dwie różne książki a komentarze były dodawane pod jedną notką, nie mogłam skorzystać z popularnej już strony random.org dlatego też losowanie zwycięzców odbyło się 'ręcznie' i zostało udokumentowane zdjęciami. :) A zatem...

Książka Jamiego Olivera 'Włoska wyprawa Jamiego' zajmie zaszczytne miejsce na półce...


IloonkiB :)


Natomiast książka Juli Child "Gotuj z Julią" powędruje do...


Kuchareczki :)

Obu czytelniczkom bloga gratuluję i proszę o przesłanie danych do wysyłki na adres yummy.lifestyle@gmail.com :)

Pozdrawiam Was ciepło,
Kinga :)


poniedziałek, 1 sierpnia 2011

Wyróżnień kilka...

Moi Drodzy, zapewne zauważyliście, że w lipcu na blogu było mnie mało. Powodów jest kilka. Przede wszystkim, jak co roku w okresie wakacyjnym, dorwałam pracę. Nie jest to ciężka praca fizyczna, jestem bowiem nianią przecudownej dwuletniej Olgi, która ze smakiem zjada ugotowane przeze mnie zupy ;) ale po pracy jakoś brak mi motywacji do eksperymentów w kuchni. Po drugie nie stacjonuję teraz w Krakowie, wróciłam na kilka długich tygodni do rodzinnego Brzeska, skąd wszystkie potrzebne mi do gotowania i pieczenia przyrządy zostały wywiezione do krakowskiego lokum. I po trzecie. Kiedy w weekendy uda mi się dotrzeć do Krakowa, dla mojej Bardzo Złośliwej Drugiej Połówki ( :) ) gotuję to, co na blogu już było, bo lista pt. 'to jest bardzo dobre, kiedyś Ci ugotuję' powiększa się przy każdym naszym spotkaniu. Dlatego blog chwilowo cierpi na przerwę w dostawie nowych receptur, ale obiecuję, że po wakacjach, a już na pewno z końcem sierpnia powrócę z nowymi przepisami, którymi bardzo chętnie się z Wami podzielę :)

A w międzyczasie o wyróżnieniach kilku. Jak dobrze wiecie, od lutego, co miesiąc staję w szranki z innymi bloggerami w nowych zadaniach Wyborów Kulinarnego Bloga Roku 2011. Nie udało mi się jeszcze zdobyć wystarczającej liczby głosów, aby znaleźć się na pierwszym miejscu choć w jednym miesiącu, ale w ubiegłym tygodniu zostałam bardzo mile zaskoczona. Jak czytamy na stronie Wyborów
Jury pod przewodnictwem Piotra Bikonta, co miesiąc typuje najciekawsze i najbardziej oryginalne przepisy. Propozycje, które zaskoczą nasze jury kulinarną kreatywnością, wzbogaconą treść książki kucharskiej z najlepszymi przepisami polskich blogerów sygnowanej marką Lurpak.
Jakież było moje zdziwienie, gdy wśród wyróżnionych przepisów znalazłam dwa swoje. Przysmak jogurtowy z galaretką z musu truskawkowego i Staropolski schab z morelą lub bez zdołały wypłynąć na powierchnię z całego morza innych receptur i wygląda na to, że zostaną wkrótce opublikowane w wyżej wspomnianej książce! :) Jest to w pewnym sensie powód do dumy, prawda? :)
Są jeszcze niemniej ważne wyróżnienia. Wyróżnienia samych czytelników. Na blogach wszelakich nie od dziś panuje miły zwyczaj nagradzania pracy innych bloggerów. I ja zostałam zaszczycona takim wyróżnieniem przez Monikę z GastronomyGO i Shinju z Kuchennych Wędrówek. Pięknie Wam za nie dziękuję :) A jakie są zasady zabawy?

1. Umieścić u siebie link do bloga osoby, która przesłała nominację.
2. Wkleić logo na swoim blogu.
3. Napisać 7 rzeczy o sobie.
4. I w końcu nominować 16 osób i poinformować je o wyróżnieniu, publikując u nich na blogu odpowiedni komentarz.

W kwestii 7 rzeczy o mnie:
1. Jestem strasznym leniuchem! Moje słodkie nicnierobienie jest co gorsza dość zaraźliwe o czym niektórzy się doskonale przekonali ;-) Staram się z tym walczyć, ale wszelkie próby kończyły się jak dotąd fiaskiem. Może muszę spróbować innych metod motywacji? :)

2. Wpadam w dołki emocjonalne z powodu złej pogody. Do prawidłowego funkcjonowania potrzeba mi promieni słonecznych. Brak słońca równy jest brakowi jakiejkolwiek chęci aktywnego życia. Najlepszą formą egzystencji jest wtedy wegetacja ;)

3. Jedną z niewielu czynności, która jest w stanie pobudzić mnie do życia w przypadku awarii z punktu 2 jest gotowanie i pieczenie. Początkowo ciężko jest mi zebrać się do kuchni, ale po kilku pierwszych ruchach wśród kuchennych naczyń powoli nabieram chęci do działania. A jak już się rozkręcę, to nic mnie nie zatrzyma :)

4. Oprócz słońca do życia potrzeba mi muzyki. Wszelakiej. Choć bywają momenty, że i wszechobecna ogarniająca cisza jest wspaniałą muzyką :)

5. Jestem skłonna do podejmowania dość odważnych a nawet drastycznych decyzji prowadzących pośrednio lub bezpośrednio do spełniania moich marzeń. Jedną z takich decyzji była niedawno podjęta, dotycząca rzucenia moich studiów. (odpowiadam z wyprzedzeniem, wcale nie żałuję :) była to decyzja przemyślana i dobrze mi się z nią żyje :) ) Trochę adrenaliny się w życiu przydaje.

6. Jestem strasznym łasuchem. Do mojej listy TOPowych słodyczy należą m.in. żelki wszelakie, ChupaChupsy, niebieskie pralinki Lindt czy Rafaello. To jedne z tych słodkości, które w moim domu nie zagrzeją długo miejsca na półce, a raczej znikną w mgnieniu oka.

7. Lubię wino półsłodkie. Białe, różowe, czerwone. Wszystko jedno. Najlepiej smakuje mi w towarzystwie mojej najlepszej przyjaciółki, z którą obecnie możemy delektować się smakiem wina tylko wirtualnie, bo stacjonuje teraz w South Easton, MA. Ale jeszcze bardziej od wina lubię samą Klaudię (i żebyście wiedzieli jak za nią tęsknię!)

Wielu z tych, których chcę polecić już wzięło udział w zabawie, dlatego w tym miejscu zabawa z mojej strony stanie. Jest poza tym tyle blogów, wartych polecenia, że trudno byłoby mi się zmieścić w liczbie tych 16 :) Dziękuję więc jeszcze raz za wyróżnienie i pozdrawiam Was ciepło!

Ach! I zapraszam jutro po wyniki Konkursu. Poznamy w końcu dwóch szczęśliwców, którzy na swoich półkach postawią nową książkę :)

Podziel się blogiem z innymi

Durszlak.pl