czwartek, 28 kwietnia 2011

Prośba o pomoc i krótka zapowiedź.

Moi Drodzy, wiem, że już pewnie nie możecie patrzeć na reklamy poszczególnych blogów zgłoszonych do Wyborów Kulinarnego Bloga Roku, ale nie ma się czemu dziwić. Nagrody są kuszące, więc każdy robi co może (czasem mam wrażenie, że aż za bardzo...) żeby znaleźć się na jak najwyższej pozycji. 
Zależy mi baaaardzo na tym, żeby choć w jednym miesiącu znaleźć się na 1 miejscu w głosowaniu. Jednakże zależy to tylko od Was. :) W związku z tym zwracam się do Was z ogromną prośbą o oddanie choć jednego głosu na mnie a właściwie na mój świąteczny schab staropolski :) Jak to zrobić? Wystarczy kliknąć w poniższy banerek, który przeniesie Was na stronę głosowania, tam należy kliknąć w czerwony znaczek 'GŁOSUJ', wypełnić krótki formularz a następnie potwierdzić oddany głos klikając w linka otrzymanego na podany podczas głosowania adres e-mail. Cały proces nie zajmie Wam więcej, niż minutkę czasu, a mnie bardzo, ale to bardzo uszczęśliwi :) Z góry pięknie Wam dziękuję za pomoc! 


Jednocześnie już teraz zapraszam Was naaaa....


Dziękuję także bardzo za tak liczne komentarze pod Banoffee Tart!! :) To chyba pierwszy przepis, który tak Wam się podobał! :) Ach! no i nie zapomnijcie także polubić Yummy Lifestyle na Facebooku! :)  Życzę Wam udanego popołudnia :)

środa, 27 kwietnia 2011

Banoffee Tart czyli rozkosz dla podniebienia.

Święta, święta i po świętach. W tym roku jakoś wyjątkowo w naszej rodzinie szaleństw kulinarnych zbyt wiele nie było, bo przy stole zasiedliśmy tylko w czwórkę: ja, mama i babcia z dziadziem. Nie było więc potrzeby przygotowywania niewiarygodnie wielkiej ilości jedzenia, bo kto by to później zjadł? :) Nie mniej jednak, nie pozbawiłam się przyjemności przygotowania słodkości z okazji świąt. Na stole pojawi się sernik z brzoskwiniami na kakaowym spodzie, babka herbaciana i debiutancka Tarta Banoffee. 


Jest to wariacja na temat sławnego już Banoffee Pie i Razowej tarty z bananami z równie znanej Kwestii Smaku. Po czekoladowym kajmaku spodziewałam się niewiarygodnej słodyczy, jednakże banany z kwaskowatym posmakiem cytryny i niesłodzona ubita kremówka równoważą smak i w efekcie otrzymujemy niewiarygodnie pyszne ciasto. Nie zastanawiajcie się więc zbyt długo, przystąpcie lepiej od razu do działania! :)


Sposób przygotowania:
Piekarnik nagrzać do 190 stopni. Ciasto kruche przygotować wg tego przepisu (będziemy potrzebować 1/3 ciasta, resztę można zamrozić i spokojnie przetrzymywać w zamrażalniku nawet do 3 miesięcy). Wyłożyć nim formę do tarty, spód podziurkować widelcem, wyłożyć folią aluminiową lub papierem do pieczenia, nieco obciążyć grochem (lub ryżem, kukurydzą itp... zapobiegnie to nadmiernemu wyrośnięciu ciasta :) ). Piec ok 15 minut. Następnie ściągnąć folię/papier z obciążeniem i piec do czasu lekkiego zrumienienia ciasta czyli ok. 10 - 15 minut. Następnie ciasto wystudzić.
Czekoladowa masa kajmakowa: 1 1/2 szklanki kremówki wymieszać z cukrem i gotować na niedużym ogniu przez ok. 40 minut. Należy pamiętać o tym, żeby masę od czasu do czasu mieszać. Gdy masa zgęstnieje, zdjąć z ognia, dodać 100 g czekolady i wymieszać aż do całkowitego jej rozpuszczenia. 
500 ml schłodzonej kremówki ubić na sztywno, dodając na koniec fix do śmietany. Banany obrać ze skóry pokroić na talarki, skropić sokiem z cytryny (ja obierałam po jednym bananie i plasterki moczyłam kilkanaście sekund w soku). Masę czekoladową wyłożyć na kruche ciasto, układać na niej banany, przykryć je bitą śmietaną i posypać startą gorzką czekoladą. 

SMACZNEGO!


I na koniec w tym miesiącu już pewnie po raz ostatni proszę wszystkich o głosy na świąteczny schab. Tak niewiele brakuje do spełnienia mojego małego marzenia o wygranej, choć w jednym miesiącu w czasie Wyborów. Dlatego też kliknij proszę w poniższy baner i oddaj głos na mój przepis. :) Z góry pięknie dziękuję wszystkim głosującym :)


niedziela, 24 kwietnia 2011

Wielkanocne życzenia.


Moi Kochani, z okazji trwających Świąt Wielkanocnych życzę Wam nieprzemijającej pogody ducha, samych słonecznych dni i uśmiechu od ucha do ucha. Emanujcie pozytywną energią, zarażajcie nią otocznie i czerpcie ją od innych w momentach ewentualnego deficytu energetycznego :)
Świętujcie w gronie rodziny i przyjaciół, smakujcie nowych potraw i odpocznijcie troszkę :)
Smacznego jajka!
Kinga

czwartek, 21 kwietnia 2011

Sałatka makaronowa.

Dziś bez zbędnych ceregieli przepis na błyskawiczną sałatkę makaronową. Gościła u mnie w tamtym roku na świątecznym stole (co na załączonym obrazku widać :) ) i sprawdziła się rewelacyjnie. Oprócz tego niejednokrotnie zdarzało mi się ją przyrządzać na 'drugie śniadanie' na uczelnię :)
Co nam do sałatki potrzeba? Makaron świderki (pełnoziarniste świdry sprawdzają się wspaniale :) ), rzodkiewki, świeże ogórki, szynkę drobiową (poproście ekspedientkę, żeby pokroiła ją w nieco grubsze plasterki :) ), kukurydzę i groszek konserwowy, majonez, odrobinę jogurtu naturalnego, sól i pieprz
Makaron należy ugotować al dente. rzodkiewki i ogórka myjemy (kroimy w półtalarki). Szynkę kroimy w kostkę, kukurydzę i groszek odcedzamy z zalewy. Majonez mieszamy z jogurtem naturalnym, doprawiamy solą i pieprzem. Wszystkie składniki (ilość wg uznania, dlatego nie podaję dokładnych miar :) ) mieszamy ze sobą, jeśli trzeba, doprawiamy jeszcze solą i pieprzem. Podajemy posypaną posiekanym szczypiorkiem :)

SMACZNEGO!


środa, 20 kwietnia 2011

Ciasto z kreskówek i filmów.

Kiedy oglądałam jeszcze namiętnie kreskówki na Cartoon Network, a było to sporo lat temu ;), marzyło mi się skosztowanie ciasta rodem z bajek animowanych. Wyglądało tak kusząco, mnóstwo nadzienia owocowego i ta kratka z ciasta na wierzchu... Niewątpliwie też te ciasta jednoznacznie kojarzą mi się ze Stanami Zjednoczonymi, którymi, z nie do końca jasnego dla mnie powodu, jestem totalnie zafascynowana. A dlaczego? Niejednokrotnie bowiem widywałam je w filmach podczas scen piknikowych czy rodzinnych obiadów. Poza tym wpisując w wyszukiwarce hasło 'American apple pie' kilka pierwszych pojawiających się zdjęć obrazuje moje wyobrażenie dotyczące tego ciasta :) Ze względu na to, że wreszcie zakupiłam ceramiczną formę do tarty , stwierdziłam, że będzie to idealna okazja do spełnienia dziecięcych marzeń. I mimo, że paski ciasta na wierzchu mojej tarty nie są tak pięknie zaplatane, jak być powinny, marzenie uznaję za spełnione :)


Sposób przygotowania:
Mąkę z proszkiem do pieczenia przesiać na stolnicę, dodać połowę cukru, margarynę pokrojoną na małe kawałki i jajka a następnie wyrobić kruche ciasto. Uformować kulę, okryć ją folią i wstawić do lodówki na około pół godziny. W międzyczasie jabłka umyć i obrać, zetrzeć na tarce na dużych oczkach, skropić sokiem z połowy cytryny (znów zapomniałam o czymś wspomnieć w składnikach :( ), dodać rodzynki, podlać 1/4 szklanki wody i dusić w garnku z resztą cukru. Piekarnik nagrzać do 180 stopni. Po ok. 10 minutach duszenia jabłek dodać cynamon i wymieszać. Ciasto wyjąć z lodówki i podzielić na 3 części (jedna poszła u mnie do zamrożenia) lub na dwie jeśli wolisz grubszy spód. Jedną część ciasta rozwałkować na stolnicy i przenieść ostrożnie to formy. Za pomocą wałka odciąć brzegi ciasta, następnie spód podziurkować widelcem (ciasto można dodatkowo posmarować dżemem lub konfiturą wiśniową, co właściwie uczyniłam ;) ), wyłożyć na nie podduszone jabłka, ułożyć na nich wiśnie i lekko je wcisnąć. Drugą część ciasta rozwałkować, pokroić na cienkie paski, ułożyć z nich kratkę na wierzchu owoców. Piec ok. 25 minut. Podawać ciepłe z gałką lodów waniliowych.

SMACZNEGO!


I na koniec po raz kolejny, prośba o Wasze głosy :)


poniedziałek, 18 kwietnia 2011

Naleśniki śniadaniowe wg Jamiego Olivera


Dziś szybki post na temat szybkiego śniadania :) Jamie Oliver w swojej książce 'Ministry of food' (po naszemu 'Każdy może gotować'), którą udało mi się zdobyć w konkursie u Małgosi, szerzy świetną metodę. Zasada jest taka. Właściciel książki obiecuje (dosłownie, na stronie 15 do podpisania jest deklaracja przystąpienia do ruchu pod hasłem 'Podaj dalej':) ), że nauczy się przynajmniej jednego przepisu z każdego rozdziału książki, a następnie (cytuję) 'osobiście nauczy, jak przyrządzać te dania, przynajmniej dwie osoby, pod warunkiem, że one zdeklarują się, że później zrobią to samo.' Idea piękna :) Szkoda tylko, że nie mogę się nigdy zgrać w czasie ze znajomymi. Postanowiłam jednak mimo wszystko przystąpić do ruchu. I wiecie co? Przepisami będę dzielić się z Wami! :) To prawie tak jakbym uczyła Was osobiście ;) I mimo, że pewnie duża część z Was tę pozycję książkową na swojej półce posiada, mam nadzieję, że moje zasiane ziarenko trafi na żyzną glebę tych, którzy z różnych powodów książki jeszcze nie mają ;) Zatem do dzieła! Zaczynamy od śniadania! :)


Jajko wbić do miski, dodać mąkę, mleko, proszek do pieczenia i sól. (co ważne! mleko i mąkę odmierzać należy tym samym naczynie, wtedy możemy mieć pewność, że ciasto się uda :) ) Z własnej inicjatywy dodałam jeszcze łyżkę cukru, żeby naleśniczki były lekko słodkie same w sobie. Wszystko dokładnie wymieszać mikserem,, do uzyskania gładkiej, jednolitej konsystencji. Dużą patelnię rozgrzać na średnim ogniu. Jamie smażył swoje pancake'i na maśle. Ja tego robić nei potrafię (jeszcze! :) ), bo masło mi się za każdym razem przypala. Smażyłam je więc na oleju. Ciasto wylewać małymi porcjami na patelnię, smażyć jednocześnie po kilka, ok. 1-2 minut, a gdy zaczną od spodu brązowieć, a na powierzchni pojawią się bąbelki, przewrócić je na drugą stronę. Placuszki po ściągnięciu z patelni kładłam na chwilkę na talerzu wyłożonym ręcznikiem papierowym, aby osączyć je z nadmiaru tłuszczu. Podawać z dowolnymi dodatkami np. polane jogurtem, syropem klonowym lub sosem czekoladowym, z owocami czy też dżemem. Możliwości jest tyle, ile pozwoli Wam wymyślić wyobraźnia :) U mnie były ze sklepowym sosem czekoladowym i konfiturą wiśniową. 

SMACZNEGO!


Wiem, że nie każdemu chce się specjalnie wchodzić na stronę Wyborów, i bawić się w głosowanie, ale wygrana choć w jednym miesiącu znaczyłaby dla mnie bardzo wiele, więc jeśli chcecie mi w tym pomóc, kliknijcie proszę w banerek poniżej i oddajcie swój głos na mój schab ;) będę bardzo wdzięczna i zobowiązana! nie zapomnijcie także, że aby głos był ważny, należy kliknąć w potwierdzenie wysłane na maila :) Miłego dnia Kochani!


niedziela, 17 kwietnia 2011

feast your eyes on this! :)


Wpadniecie jutro na śniadanie? :) Będzie prawdziwa uczta!

czwartek, 14 kwietnia 2011

Rubinowa pasta jajeczna.

Muszę przyznać, że wszyscy zgadujący mieli rację co do zagadki :) Jest to coś pysznego, bez dwóch zdań. I przede wszystkim jest to pasta jajeczna. Ale nie jest to zwykłe smarowidło. Przede wszystkim w pewnym sensie jest autorskie (przynajmniej nie rozglądałam się jakoś szczególnie za przepisem, pomyślałam o czymś innym, złapałam kilka składników, które leżały pod ręką i tak oto powstała ona :) ). Po drugie jest rewelacyjne w smaku. Trochę inne od tradycyjnej pasty jajecznej. Idealne na śniadanie i na kolację. Tworzy zgrany duet z ciemnym pieczywem lub pełnoziarnistymi tostami. Zresztą... sami sprawdźcie :) A dlaczego rubinowa? Bo kosteczki cebuli i kawałki suszonych pomidorów błyszczą w niej jak rubinowe koraliki :)


Sposób przygotowania:
Jajka ugotować na twardo. W międzyczasie cebulę pokroić na drobną kostkę, pomidory osączyć z oliwnej zalewy i pokroić w małe kawałki. Majonez wymieszać z jogurtem naturalnym, dodać przyprawę do potraw z jajek (w jej skład wchodzą: cebula, szczypiorek, pieprz biały, natka pietruszki, czosnek, gorczyca biała, bazylia), doprawić do smaku solą i pieprzem. Jajka obrać, pokroić na mniejsze kawałki i rozdrobnić, najlepiej za pomocą widelca. Dodać pokrojoną cebulę i pomidory oraz sos. Dokładnie wymieszać. I gotowe :)
SMACZNEGO!


A kwietniowe zadanie wciąż trwa i wciąż potrzebuję Waszych głosów!


A to ci zagadka...

Macie jakieś pomysły na to, co z powyższych składników powstanie? :) Na rozwiązanie zagadki zapraszam jutro, lub może jeszcze dziś wieczorem... :)

wtorek, 12 kwietnia 2011

Miętowe kiwi z kremem z białą czekoladą.

Dzisiaj krótko, zwięźle i na temat. 12 kwietnia. Pewnie ulubiony dzień wszystkich łasuchów i czekoladoholików. Nastał dzień czekolady. I choć powoli chyli się on ku końcowi mam dla Was coś co możecie przyrządzić jeszcze dziś :) Moje miętowe kiwi jest odpowiedzią na kiwi bazyliowe w wykonaniu Pascala Brodnickiego. On swój deser przygotowywał z serkiem mascarpone. Szczerze powiedziawszy tamta wersja nie do końca mi podeszła. Krem był dość mdły co psuło mi ogólne wrażenie. Postanowiłam więc przepis zmodyfikować i zrobić deser po swojemu. Z ulgą stwierdzam, że to był strzał w dziesiątkę. Więc polecam go wypróbować :)


Sposób przygotowania:
Kiwi obrać obrać i pokroić na małe kawałki. Miętę opłukać i oberwać listki, zmiksować za pomocą blendera z kiwi i kilkoma łyżkami cukru na mus. Czekoladę zetrzeć na małych oczkach tartki. Serek kremowy utrzeć z masłem i 1/3 szklanki cukru pudru (o którym zapomniałam, podając składniki, za co przepraszam!) na gładką masę. Dodać czekoladę i dokładnie wymieszać. Kiwi i masę nakładać warstwowo do szklanek. Podawać ozdobione listkami mięty. Najlepiej podawać schłodzone przez kilka godzin w lodówce.

SMACZNEGO!


I stały już punkt programu: prośba o głosy na mój przepis w Wyborach Kulinarnego Bloga Roku 2011.

poniedziałek, 11 kwietnia 2011

Przydasiomania. I kurczak na sałacie.

Czy Wy tak jak ja cierpicie na jakąś manię? Albo może macie kilka natręctw? Ja mam na pewno dwie(manie)/dwa(natręctwa). Herbata to nr 1. Mogę ją pić w ilościach bliżej nieokreślonych. Kupuję jej jednak więcej niż jestem w stanie wykorzystać. W chwili obecnej mam blisko 20 pudełeczek herbat przeróżnych, zarówno liściastych i tych torebkowych. Zielonych, czarnych i białych. Aromatyzowanych i smakowych. Jedna półeczka zastawiona od dołu do góry herbacianymi opakowaniami i puszkami. Mój raj :)
Nr 2 - przydasiomania. Nieważne czy jestem w sklepie z wyposażeniem domu czy w hipermarkecie. Półki z wszelkiego rodzaju 'przydasiami' kuchennymi przyciągają mnie jak magnes. Podchodzę i się wyłączam. Oglądam, dotykam, podziwiam. Przekładam z miejsca na miejsce. Ostatecznie na coś zawsze się decyduję. Niezależnie od tego czy w portfelu mam 100 czy 10 złotych. A później z kolejnym pojedynczym talerzem czy miseczką w koszyku myślę, co na nich podam. Tak samo było dzisiaj. Nic nowego. Dorwałam się do całej sterty kubków, półmisków, talerzy i miseczek. Czerwony, piękny, duży talerz wylądował w koszyku. I koniecznie chciałam go Wam pokazać. Szybki spacer wśród półek, kilka dodatkowych produktów zgarniętych i oto co z tego wyszło :)


Sposób przygotowania:
Pierś z kurczaka umyć, usunąć wszelkie błonki i tłuszcz. Delikatnie rozbić tłuczkiem do mięsa (byle nie za bardzo ;) ). Jeden ząbek czosnku przecisnąć przez praskę, wymieszać z oliwą z oliwek. Doprawić solą, pieprzem i papryką. Marynatą posmarować mięso z obu stron. Usmażyć je na grillowej patelni lub upiec w piekarniku na kratce. Na duży talerz wyłożyć mix różnych sałat. Pomidorki i ogórka umyć, cebulę obrać. Pomidorki przekroić na pół, ogórka i cebulę pokroić w półtalarki. Warzywa ułożyć na sałacie. Jogurt naturalny wymieszać z przeciśniętymi przez praskę 3 ząbkami czosnku, dodać pociętą nożyczkami bazylię. Doprawić do smaku solą i pieprzem. Z chleba tostowego przygotować grzanki, pokroić w kostkę. Upieczonego kurczaka ponacinać w paski i ułożyć na sałacie. Podawać z sosem czosnkowo-bazyliowym i grzankami.

SMACZNEGO!


I proszę pięknie o głosy w głosowaniu, które już pewnie doskonale znacie! :)


sobota, 9 kwietnia 2011

Kolorowy mus na dobry początek dnia.

 Śniadanie to podobno najważniejszy posiłek dnia. Ma dostarczyć energii po nocnej przerwie. Chińskie przysłowie mówi: 'Śniadanie zjedz sam, obiadem podziel się z przyjacielem, a kolację oddaj wrogowi.' Coś w tym jest. Ja niestety z wielu przyczyn bardzo często śniadanie spożywam dopiero w porze obiadowej lub pomijam je całkowicie. Przed wyjściem na uczelnię najczęściej nie mam na to czasu a w trakcie zajęć jakoś przestaję myśleć o głodzie. Szczerze powiedziawszy bardzo nie lubię opuszczać tego posiłku. Dlatego w dni wolne uwielbiam rozkoszować się dłuuugim śniadaniem. Często przy tym czytam książkę i poranny posiłek przedłuża się czasem nawet do kilku godzin :) Dziś zostawiam Was z czymś, co mogłabym spożywać codziennie i karmić nim nie tylko żołądek, ale także oczy. Owocowe, intensywne barwy wpływają na mnie pobudzająco, nic więc dziwnego, że po takim śniadanku jestem pełna energii przez cały dzień :)


Sposób przygotowania:
Truskawki umyć, odszypułkować, pokroić na mniejsze kawałki, zmiksować za pomocą blendera z kilkoma łyżkami brązowego cukru na mus. Przelać do szklanki. Jogurt wymieszać z cukrem waniliowym, ostrożnie wlać na truskawki, tworząc drugą warstwę. Mango i kiwi obrać ze skórki. Mango obkroić, kiwi pokroić na mniejsze kawałki, zmiksować z brązowym cukrem na gładki mus. Ostrożnie wlać na warstwę jogurtu. Udekorować listkami świeżej mięty.

SMACZNEGO!


I oczywiście znów moja prośba dotycząca głosowania na mój przepis na pieczony schab z morelą w Wyborach Kulinarnego Bloga Roku 2011.


środa, 6 kwietnia 2011

'Łoś' z pomidorami... No wiesz, taka ryba... :)

Łososia swego czasu bałam się jak szpinaku. Do pewnego momentu w życiu z ryb jadałam tylko flądrę (i to tylko nad morzem) lub tuńczyka z puszki. Na szczęście zdążyłam się przekonać do pływającego mięska jeszcze długo przed unijną reklamą zapewniającą, że ryba wpływa na wszystko (wybaczcie, że po raz kolejny przytaczam ten spot, ale bawi mnie on do łez ;) ) Łosoś skradł moje serce tak samo szybko jak i mój obecny zielony przyjaciel, szpinak. Smakuje mi właściwie w każdej postaci. Nie mogłam więc odmówić sobie uczty dla podniebienia i przygotowania niebiańsko pysznego sosu z łososiem, bazylią i pomidorkami koktajlowymi. A co z tego wyszło? Zobaczcie :)


Sposób przygotowania:
Łososia porwać na nie za duże kawałki, podsmażyć na oliwie, do czasu aż zmieni kolor na delikatnie różowy. Bazylię opłukać, obrać listki, pociąć nożyczkami bezpośrednio do łososia. Wlać śmietankę, doprawić odrobiną soli i pieprzem i gotować na niewielkim ogniu do czasu, aż sos zgęstnieje. W międzyczasie pomidorki umyć, pokroić na połówki, wrzucić do sosu. Gotować kilka minut, aby pomidorki się zagrzały. Makaron ugotować al dente. Dodać do sosu, wymieszać, aby wstążki były całkowicie pokryte śmietaną. Podawać przystrojone listkami bazylii.

SMACZNEGO!


Zaczął się kwiecień, a wraz z nim nadeszło kolejne zadanie w Wyborach Kulinarnego Bloga Roku 2011. W związku z tym po raz kolejny i niestety nie ostatni ;) zwracam się z uprzejmą prośbą o każdy możliwy głos ;) W kwietniowym zadaniu podajemy wielkanocne potrawy. Startuję więc z moim ulubionym schabem z morelą (lub bez :) ).


Podziel się blogiem z innymi

Durszlak.pl