poniedziałek, 20 maja 2013

Zupa-krem ze szparagów. I coś więcej.


Ze szparagami dopiero się poznajemy. Ale znajomość ta dobrze rokuje. Wszystko zaczęło się rok temu, od romansu zielonych szparagów ze spaghetti, czosnkiem, boczkiem i dużą ilością parmezanu. Miłostka ta trwała krótko, nie dłużej niż jedno popołudnie, ale była gorąca i smakowita ;) Dziś doszło do kolejnej schadzki w kuchni. Tym razem szparagi zaszalały z małą cukinią, prosciutto, jajkiem i grzanką. Cóż to jest za połączenie! Zanim sprawdzicie sami, powiem Wam w sekrecie, że nadzwyczaj udane! Nie zastanawiajcie się więc zbyt długo i dajcie potańczyć zielonym łodygom w garnku. Niech smak kremowej zupy i Wam przyniesie myśl 'Niebo w gębie...' Niech i Was szparagi rozkochają w sobie :)


Kremowa zupa z zielonych szparagów.
Z chipsem w prosciutto, jajkiem w koszulce i grzanką.
Składniki:
  • 2 pęczki szparagów (w sumie ok 1 kg)
  • 1 niewielka cukinia
  • 1 cebula
  • odrobina oleju rzepakowego
  • ok 700 ml bulionu (ja użyłam zamrożonego rosołu ;) )
  • 1/2 filiżanki śmietanki kremówki
  • sól i pieprz do smaku

Dodatkowo (po 1 na porcję):
  • plaster prosciutto
  • grzanka z chleba pełnoziarnistego
  • jajko w koszulce (przepis znajdziesz TU)      

Sposób przygotowania:
Cebulę obrać, drobno posiekać, zeszklić w dużym garnku na rozgrzanym oleju. Szparagi opłukać, oderwać zdrewniałe końce łodyżek. Pokroić na mniejsze kawałki, główki odłożyć, łodyżki wrzucić do garnka i podsmażać na niewielkim ogniu wraz z cebulą. Cukinię opłukać, pokroić w plastry, dodać do szparagów. Warzywa dusić pod przykryciem ok 10 minut, a następnie zalać gorącym bulionem. Gotować na niewielkim ogniu aż szparagi nieco zmiękną, minutę przed końcem gotowania dodać główki szparagów, pozostawiając kilka do dekoracji zupy. Za pomocą blendera zmiksować zupę na gładki krem, wlać śmietankę, doprawić do smaku solą i pieprzem. Na gorącą patelnię wyłożyć prosciutto i podpiekać przez chwilkę, do momentu zrumienienia i chrupkości. Na brzegu talerza ułożyć grzankę, na niej chips z prosciutto i jajko w koszulce, a następnie wlać zupę. Udekorować kilkoma główkami szparagów i świeżo zmielonym pieprzem.

SMACZNEGO!



(: !OGŁOSZENIE! :)

Moi Drodzy, chciałabym Was poinformować, że dziś ruszyła nowa zakładka na blogu "Moje przepisy, Wasze zdjęcia". Tym samym pragnę Was zachęcić do wysyłania zdjęć potraw ugotowanych według moich przepisów. Na blogowym Fanpage'u powstanie specjalny album z tymi zdjęciami. Myślę też intensywnie nad nagradzaniem wybranych zdjęć ;) Czekam niecierpliwie na maile! :)

środa, 15 maja 2013

Ciasto na kefirze, z rabarbarem.

Zaczęło się! Okres na lekkie ciasta i placki z owocami. Gdybym tylko potrafiła zrobić porządnego 'drożdżowca', piekłabym go blaszka po blaszce. A mnie brakuje cierpliwości do wyrabiania ciasta, więc nie łapię się za to cudo, by nie zepsuć sobie obrazu idealnej drożdżówki z wiśniami i kruszonką jakie kiedyś piekła moja ciocia. Znalazłam jednak ciasto, które wspaniale imituje to na drożdżach. Jest co prawda bardziej wilgotne i przez to nieco cięższe, ale tak samo puszyste i smaczne. To, co łączy te dwa ciasta, to możliwość dodawania wszelakich owoców. Jest tak samo pyszne z truskawkami, jak i ze śliwkami, czy wiśniami. Do tego na wierzchu chrupiąca kruszonka i obowiązkowo szklanka zimnego mleka. Na jego przygotowanie potrzebujecie mniej niż 10 minut, czas pieczenia zależy od wielkości. Jeśli jednak upieczecie je w dużej prostokątnej blaszce, po 30-40 minutach będziecie mogli cieszyć się smakiem ciepłego, pysznego ciasta. Nie ma na co czekać, czas wziąć się za przygotowania! :)


Ciasto na kefirze z rabarbarem
Składniki (kubek - opakowanie po kefirze):
  • 1 mały kubeczek kefiru (180 ml)
  • 3/4 kubka oleju rzepakowego
  • 2,5 kubka mąki
  • 1 kubek cukru
  • 3 jajka
  • 3 łyżeczki proszku do pieczenia

Dodatkowo:
  • 6-7 łodyg rabarbaru
  • 1 łyżka cukru
  • 1 zmielony owoc (ziarno?) kardamonu 
  • mąka, cukier, masło (na kruszonkę)

Sposób przygotowania:
Wszystkie składniki na ciasto połączyć za pomocą miksera lub rózgi. Rabarbar opłukać, jeśli trzeba 'obrać', pokroić w niezbyt grube plastry, wymieszać z cukrem i kardamonem (ja utarłam go w moździerzu). Z mąki, cukru i masła przygotować kruszonkę. Piekarnik rozgrzać do 170 stopni. Blaszkę lub tortownicę wyłożyć papierem do pieczenia. Ciasto wyłożyć na blachę, posypać rabarbarem i kruszonką. Piec ok 30-35 minut. (jeśli pieczesz ciasto w tortownicy, czas pieczenia może się wydłużyć do ok 45-50 minut; najlepiej po 35 minutach przeprowadzić próbę ciasta patyczkiem). Ciasto ostudzić, oprószyć cukrem pudrem. Najlepiej smakuje w towarzystwie zimnego mleka :)

SMACZNEGO!


czwartek, 9 maja 2013

Lody bananowe z czekoladą i domowym karmelem.

W grudniu sprawiłam sobie na urodziny maszynkę do lodów. Od tego czasu planowałam lodowe szaleństwo z całą feerią smaków. Jednak zima nam się w tym roku wydłużyła i kręcenie zimnych słodkości zeszło na daleki plan (jestem strasznym zmarzluchem i rzadko kiedy jem lody zimą, bo wtedy już całkowicie zamarzam ;) ). Kiedy jednak kwiecień (o zgrozo! dlaczego dopiero kwiecień?!) zaczął przynosić pierwsze ciepłe dni , przeprosiłam się z maszynką i zaczęłam się zastanawiać jakie lody zrobić jako pierwsze. Pomyślałam, że nie mogą być zbyt proste w smaku. Premierowe wykonanie musi być spektakularne :) Kombinowałam, wymyślałam, aż w końcu na odpowiedni szlak sprowadziła mnie... promocyjna cena bananów w supermarkecie ;) I takim sposobem powstały one: lody bananowe. Z dodatkiem gorzkiej czekolady. Taka bananowa wersja stracciatelli. A do tego karmel najpyszniejszy z możliwych. Najpyszniejszy, bo domowy :) 

**W kwestii samej maszynki. Ja swoją kupiłam w Lidlu. Według gazetki promocyjnej obowiązującej od przyszłego poniedziałku, będzie do nabycia w cenie 89.90 (nie, nie jest to wpis sponsorowany ;) ). Myślę, że to dobra okazja, żeby zaopatrzyć się w maszynkę przed letnim sezonem lodowym :) 


Lody bananowe z gorzką czekoladą i domowym karmelem.
Składniki:
  • 2 nieduże banany (ok. 200 g)
  • 1/2 szklanki mleka
  • 400 ml śmietanki 30%
  • 2-3 łyżki cukru pudru
  • 50 g gorzkiej czekolady

Karmel:
  • 1 (mała) szklanka cukru (150 g)
  • 1/4 szklanki wody
  • 1 szklanka śmietanki 30%

Sposób przygotowania:
Banany zmiksować z połową cukru pudru i mlekiem. Śmietankę lekko ubić z pozostałym cukrem pudrem, połączyć z bananami, wstawić do lodówki w celu schłodzenia. Następnie postępować zgodnie z instrukcją obsługi maszyny do lodów. Pod koniec kręcenia dodać posiekaną czekoladę.
Cukier na karmel wsypać do garnuszka, zalać wodą, gotować na średnim ogniu do czasu karmelizacji syropu (ma mieć jasno brązową barwę; trzeba uważać, żeby się nie przybrał brunatnej barwy - wtedy jest już spalony, gorzki i po prostu niesmaczny). Następnie zdjąć z ognia i energicznie mieszając dodać śmietankę. Po otrzymaniu jednolitej konsystencji wstawić na chwilę na niewielki ogień i gotować chwilkę, aby masa nieco zgęstniała, a następnie odstawić do ostygnięcia. Karmelem polać lody przed podaniem. 
(Wyczytałam gdzieś, że taki karmel dobrze się przechowuje. Nadmiar przelałam więc do słoiczka, po ostygnięciu zamknęłam i przechowuję w szafce. Czuję jednak, że długo nie postoi w spokoju ;) ).

SMACZNEGO!


poniedziałek, 6 maja 2013

Zupa ziemniaczana z wędzonym łososiem.

Kiedy pierwszy raz zobaczyłam przepis na tę zupę nie spodziewałam się jakichś wielkich rewelacji. Ot zupa ziemniaczana, pewnie jak każda inna. Jedyne co ją mogło wyróżniać to łosoś na liście składników. Przestudiowałam recepturę, zakupiłam wędzoną rybę i jak to mam w zwyczaju, zapomniałam o niej. Łosoś przeleżakował w lodówce majówkę i o zupie przypomniał mi wczoraj, gdy zajrzałam do niej po pięciodniowej nieobecności w domu. Leniwie popełzałam więc dzisiaj do osiedlowego warzywniaka i kupiłam ziemniaki oraz koperek. Zazwyczaj obieranie 'kartofli' nie idzie mi zbyt szybko, bo nie znoszę tego zajęcia i zazwyczaj udaje mi się kogoś innego wpakować w tę brudną robotę ;) Tym razem jednak ciekawość smaku przyśpieszyła skrobanie i po kilku minutach podsmażałam na patelni niewielką ziemniaczaną kostkę. Nie sugerowałam się za bardzo znalezionym przepisem. Proporcje jak zwykle bardziej 'na oko' niż co do grama, ale chyba dzięki temu wszystko zawsze lepiej smakuje. Zupa przybrana koperkiem, kawałkiem łososia i smażonymi ziemniakami wyglądała obłędnie i równie dobrze smakowała, co totalnie mnie zaskoczyło. Jest bardzo gęsta przez skrobię ziemniaczaną, kremowa, z delikatnym łososiowym posmakiem. Zapiszcie więc na swojej liście zakupów wędzonego łososia i ziemniaki i przygotujcie ją jak najszybciej, nie pożałujecie :)


Zupa ziemniaczana z wędzonym łososiem
Składniki (na 4 porcje)
  • 1 kg ziemniaków 
  • 1 duża cebula
  • 2 ząbki czosnku
  • ok. 800 ml bulionu z jarzyn (sam płyn)
  • ok. 100 ml śmietanki 30 %
  • 100 g wędzonego łososia w plastrach
  • pół pęczka koperku
  • 2-3 łyżki oleju rzepakowego 
  • sól morska, świeżo zmielony pieprz, oregano, tymianek

Sposób przygotowania:
Ziemniaki obrać i opłukać. Cebulę i czosnek obrać z łupin, drobno posiekać. Na patelni gorącej patelni rozgrzać olej, wrzucić cebulę z czosnkiem, podsmażać kilka minut. W międzyczasie ziemniaki pokroić w niewielką kostkę, dodać do cebuli, przemieszać, smażyć ok 10-15 minut, co jakiś czas mieszając. Do garnka przełożyć ziemniaki, (zostawiając na patelni ok 3 łyżki, te dalej podsmażać do zrumienienia i podpieczenia doprawiając oregano, tymiankiem, solą i pieprzem) zalać gorącym bulionem i gotować przez ok. 10 minut. Następnie zmiksować zupę na krem za pomocą blendera, dodać 3/4 łososia rozdrobnionego na małe kawałki, drobno posiekany koperek i śmietankę kremówkę. Zupę doprawić do smaku solą morską i pieprzem, przemieszać i postawić na kilka minut na niewielkim ogniu. Krem rozlać do miseczek, przybrać koperkiem, kawałkami łososia i pozostałymi zrumienionymi ziemniakami.

SMACZNEGO!


sobota, 27 kwietnia 2013

Zupa-krem z pomidorów.


Miałam dziś ochotę na coś dobrego, ale nie wiedziałam na co. Cóż... kobiety. Nie wiem o co mi chodzi, ale chodzi mi o to bardzo mocno ;) Po pracy wstąpiłam więc do sklepu w celu znalezienia inspiracji. Błądziłam między półkami, brałam do ręki pojedyncze produkty, które za chwilę wracały na półkę. Aż dotarłam do działu z warzywami. Na przecenie były pomidorki koktajlowe. A gdyby tak... Dawno nie jadłam zupy pomidorowej. O! Jaka piękna bazylia! Postanowione. Będzie zupa. I szczerze powiedziawszy była to chyba najszybsza zupa, jaką kiedykolwiek zrobiłam ;) A jaka do tego pyszna! Baaaardzo pomidorowa, pikantna, a za sprawą grzanek także od czasu do czasu chrupiąca. W sam raz na lato. Dla tych, którzy lubią chłodniki, sprawdzi się też w tej wersji. Ktoś chętny na jedną porcję na spróbowanie? :)


Zupa-krem z pomidorów
Składniki:
  • 750 g pomidorków koktajlowych
  • 1 puszka pomidorów
  • kilka gałązek świeżej bazylii
  • 1 cebula
  • 3 ząbki czosnku
  • 2-3 łyżki oleju rzepakowego (użyłam takiego)
  • po 1 łyżeczce suszonego oregano, bazylii i majeranku
  • 1/2 łyżeczki płatków ostrej papryki
  • szczypta cynamonu
  • sól i pieprz do smaku
  • kilka kromek pełnoziarnistego pieczywa

Sposób przygotowania:
Pomidorki opłukać, przekroić na pół, wrzucić do dużej miski. Czosnek i cebulę obrać, tę drugą pokroić na ósemki, dodać do pomidorów. Wlać olej, dodać suszone zioła i ostrą paprykę, wymieszać. Warzywa wrzucić na rozgrzaną patelnię grillową lub piec w naczyniu żaroodpornym w piekarniku rozgrzanym do 180 stopni, do czasu aż zmiękną (ok. 15 minut). Następnie przełożyć je do garnka, dodać pomidory z puszki oraz liście bazylii i dokładnie zmiksować, dodać cynamon i doprawić do smaku solą i pieprzem. Chleb pokroić w kostkę i podpiec na rozgrzanej suchej patelni. Zupę rozlać do szklanek, ozdobić listkami bazylii. Podawać z grzankami.

SMACZNEGO!


Czy wiesz, że.... Od dawna znane są pozytywne efekty stosowania tzw. diety śródziemnomorskiej, której głównymi składnikami są oliwa z oliwek, owoce morza, a także warzywa i owoce. Kraje, gdzie naturalne występowanie tych składników jest ograniczone powinny propagować dietę, wykorzystując cenne związki zawarte w nasionach rzepaku zwanego także „oliwką północy”. Olej rzepakowy tłoczony „na zimno” może z powodzeniem zastąpić w codziennej diecie oliwę z oliwek bowiem swoimi właściwościami i składem kwasów tłuszczowych często przewyższa ją pod względem walorów zdrowotnych (stojące na półkach sklepowych latami oleje z oliwek wykazują więcej wad niż zalet).

czwartek, 25 kwietnia 2013

Sałatka z grillowanym kurczakiem.

Wiosenne lato w końcu nastało. Temperatura powietrza jest już zadowalająca, słońce nagrzewa spragnione jego promieni twarze. Posiłki stają się lżejsze. Za niedługo rozpoczną się kolejne owocowe sezony: truskawki, maliny, jagody, brzoskwinie, wiśnie. Nie mogę się doczekać! Nie da się ukryć, że moje ciało  po zimie spragnione jest lekkich dań przepełnionych świeżymi warzywami ;) Dlatego dla mnie rozpoczyna się też sezon lekkich sałatek. Bez ciężkich sosów, za to delikatnie skropionych olejem rzepakowym. Z ogromną ilością ziół i aromatycznych przypraw. A inauguracji dokona lekko zmodyfikowana sałatka cezar ;) Pyszna, ekspresowa i przede wszystkim sycąca i zdrowa. Ktoś się dołączy do sezonu na lekkie sałatki? :)


Sałatka z grillowanym kurczakiem
Składniki (na 2 duże porcje):
  • 1 opakowanie miksu sałat
  • 2 piersi z kurczaka
  • 3 kromki pieczywa pełnoziarnistego
  • ok 10-12 pomidorków koktajlowych
  • parmezan

Marynata do mięsa:
  • 3 łyżki oleju rzepakowego
  • 1 łyżka octu balsamicznego
  • 2 łyżki naturalnie mętnego soku jabłkowego
  • po 1 łyżeczce suszonej bazylii i oregano
  • 1/3 łyżeczki płatków ostrej papryki
  • sól i pieprz

Sposób przygotowania:
Mięso opłukać i oczyścić z błon, pokroić w grube paski. Wszystkie składniki na marynatę dokładnie wymieszać, doprawić solą i pieprzem. Mięso umieścić w misce, zalać marynatą, dobrze wymieszać, przykryć folią spożywczą i odstawić do lodówki na min. godzinę. Następnie mięso podpiec z dwóch stron na patelni grillowej. W międzyczasie do dwóch miseczek rozdzielić sałaty, pomidorki opłukać, przekroić na pół, dodać do sałat. Chleb pokroić w niewielką kostkę i podpiec na suchej patelni do uzyskania grzanek. Zgrillowane mięso pokroić na mniejsze kawałki i ułożyć na sałacie, posypać grzankami i płatkami parmezanu. Przed podaniem skropić olejem rzepakowym i ewentualnie delikatnie posolić.

SMACZNEGO!


sobota, 20 kwietnia 2013

Spaghetti alla puttanesca.

Zachciało mi się w tym tygodniu czegoś nowego. Czegoś, czego do tej pory nie miałam okazji spróbować, czy osobiście przygotować. No i co ważne - miałam ochotę na makaron ;) Przepiękne słońce, które napełniało energią kusiło, by zrobić słoneczne danie, pełne różnych smaków. Usiadłam więc na balkonie z książką Jamiego i zaczęłam szukać inspiracji. Przerzuciłam kilka kartek i zatrzymałam się na zdjęciu spaghetti. Kusiło. Rzuciłam okiem na składniki, sprawdziłam szybko rozkład autobusów i po chwili pędziłam na autobus, żeby dotrzeć do sklepu na zakupy. Godzinę później głód narastał, ale wracałam do domu z torbą wypchaną różnymi różnościami, a kolejne pół godziny później zajadałam się pysznym spaghetti. I było to kolejne danie pierwszych razów. Po raz pierwszy zrobiłam puttanescę, po raz pierwszy spróbowałam anchois i po raz pierwszy zaczęłam się poważniej zastanawiać, dlaczego ludzie tak bardzo nie lubią tych małych filecików? Nie odpowiedziałam sobie na to pytanie, bo nie wyczułam w nich niczego złego, więc może ktoś z Was mnie oświeci, dlaczego anchois jest takie złe? ;) 


Spaghetti alla puttanesca
Składniki (na 3-4 porcje):
  • 500 g pełnoziarnistego spaghetti
  • 1 cebula
  • 2-3 ząbki czosnku
  • 1 papryczka chilli
  • 1 łyżka odsączonych kaparów
  • 30 g anchois
  • 8-10 czarnych oliwek
  • 1 puszka tuńczyka w sosie własnym
  • pęczek natki pietruszki
  • 2 puszki krojonych pomidorów 
  • sok z 1/2 cytryny
  • cynamon, sól do smaku
  • 2-3 łyżki oleju rzepakowego (użyłam takiego)

Sposób przygotowania:
Makaron ugotować al dente w osolonej wodzie. W międzyczasie przygotować sos. Cebulę i czosnek obrać, drobno posiekać, podsmażyć na rozgrzanym na patelni oleju. Następnie dodać pokrojone kapary i anchois. Chilli drobno posiekać i dodać do reszty składników na patelni, razem z połową pęczka pietruszki (również drobno posiekanej). Smażyć kilka minut. Tuńczyka odcedzić z zalewy, rozdzielić na kawałki i dodać na patelnię razem z pokrojonymi oliwkami (w plasterki lub na połówki) i gotować kilka minut. Na patelnię wlać pomidory i wszystko doprawić sporą szczyptą cynamonu i odrobiną soli. Makaron odcedzić, zostawiając nieco wody, a następnie wrzucić go do sosu na patelnię i dodać sok z cytryny oraz posiekaną natkę. Jeśli trzeba, rozrzedzić sos wodą z gotowania makaronu. Przed podaniem posypać odrobiną natki pietruszki.

SMACZNEGO!

środa, 10 kwietnia 2013

Risotto z curry, kurczakiem i suszonymi pomidorami.

Ostatnio zauważyłam, że najbardziej cieszą mnie spontanicznie wymyślone dania, stworzone z tego, co akurat znajduje się w lodówce czy kuchennych szafkach. Inna sprawa, że zazwyczaj mam zachomikowane całe mnóstwo różnych dobrych rzeczy, więc pole do popisu mam spore ;) Tym razem miałam ochotę na risotto. Wracając do domu przeanalizowałam zawartość kuchni: w zamrażarce jest kurczak, w lodówce jeszcze trochę pomidorów, w całym morzu słoiczków z przyprawami jest jeszcze trochę curry. I ryż do risotto też jeszcze na pewno jest. Ale jednak nie było. Wskoczyłam więc szybko w buty i pobiegłam do osiedlowego sklepu sprawdzić, czy może uda mi się taki rarytas dostać. Nie sprawdziłam, w sklepiku remont. Chęć na risotto była jednak za duża. Zrobię ze zwykłego ryżu. Nie otruję się przecież ;) Zrobiłam. I było pysznie. I szybko. Z resztą, sprawdźcie sami ;)


Risotto z curry, kurczakiem i suszonymi pomidorami
Składniki (na 2-3 porcje):
  • 1 szklanka ryżu Arborio *
  • 2-3 szalotki 
  • 2 piersi z kurczaka (nie za duże)
  • 6-8 suszonych pomidorów w oleju
  • 2-3 szklanki bulionu
  • 2 łyżki oleju rzepakowego (użyłam takiego)
  • 1,5 - 2 łyżeczki curry
  • sól, pieprz, płatki ostrej papryki
Sposób przygotowania:
Na gorącej patelni rozgrzać olej. Szalotki obrać i drobno posiekać, podsmażyć na oleju. Kurczaka opłukać, oczyścić, pokroić w drobną kostkę, wrzucić na patelnię o obsmażyć. Następnie dodać ryż i podsmażać do czasu, aż stanie się szklisty. Stopniowo, małymi porcjami, dodawać bulion wymieszany z curry (kolejną porcję płynu wlewać po wchłonięciu poprzedniej przez ryż. Gdy ryż będzie prawie gotowy, dodać pokrojone w cienkie paski suszone pomidory. Doprawić do smaku solą i pieprzem oraz płatkami ostrej papryki. 

SMACZNEGO!

wtorek, 2 kwietnia 2013

Sernik czekoladowo-waniliowy.

Było o wielkanocnym serniku w wersji mini. Dziś o tym maxi. Był gwiazdorem na naszym stole. Ale raczej głównie przedświątecznym, bo do niedzieli wielkanocnej niewiele z niego zostało ;) Na początku były różne głosy: 'nie za dużo tych snickersów?', 'pewnie jest okrutnie słodki!' (wspominałam już kiedyś, że w mojej rodzinie niewielu jest łasuchów ;) ), 'a dlaczego on ma dwie warstwy?', 'matko boska, jeszcze mlekiem skondensowanym polany?! ileż to ma kalorii! a jakie musi być słodkie!'... A słodyczy w nim było tyle ile trzeba. Równoważył ją 'dodatek' gorzkiej czekolady. Sernik był tak aksamitny, tak pyszny... 
W sobotnie popołudnie na potrzeby zdjęć odkroiłam jeden kawałek, popstrykałam i krzyknęłam w kierunku niższego piętra "Chce ktoś spróbować sernika?!'. W odpowiedzi usłyszałam 'No przynieś...', ale bez większego przekonania w głosie. Wzięłam więc talerzyk z kawałkiem ciasta i poczłapałam po schodach do kuchni. Przy stole siedziała mama i jej dwie siostry. Kroiły warzywa to sałatki jarzynowej. Popatrzyły na sernik dość podejrzliwie. Za widelczyk pierwsza chwyciła M. Patrzyłam niecierpliwie jak odkrawa fragmencik i czekałam na reakcję. Po chwili usłyszałam 'O matko! Rewelacja....' Zachęcona tymi słowami, następny kawałeczek odkroiła A. "Niebo w gębie, naprawdę!". Ostatnia była mama, dla której słodycze mogłyby nie istnieć w ogóle ;) "No, dziecko, jest przepyszny!". Ochy i achy rozeszły się po domu szybko, bo do wieczora ze sporego sernika została może 1/3, a następnego dnia nie było po nim śladu. Czy potrzebujecie większej rekomendacji, żeby upiec go u siebie? :)


Sernik czekoladowo-waniliowy z czekoladowym mlekiem skondensowanym
i snickersami.
Składniki (tortownica o śr. 26 cm):
  • ok 150 g ciasteczek korzennych
  • garść orzechów laskowych
  • 750 g tłustego twarogu
  • 250 g serka mascarpone
  • 5 jajek
  • 1 szklanka drobnego cukru
  • 4 łyżki mąki pszennej
  • 4 łyżki mąki ziemniaczanej
  • 1/2 laski wanilii
  • 200 g gorzkiej czekolady + kilka kostek do polewy
  • mała puszka mleka skondensowanego
  • batoniki typu snickers (u mnie 6 sztuk)

Sposób przygotowania:
Twaróg zmielić trzykrotnie lub zblendować na gładką masę blenderem (opcja dla leniwych, z której sama skorzystałam ;) ). Białka oddzielić od żółtek i ubić na sztywną pianę, dodając pod koniec ubijania połowę cukru. Żółtka utrzeć mikserem z resztą cukru na gładką masę, następnie dodać mascarpone i dokładnie połączyć składniki. Do masy stopniowo dodawać twaróg i zmieszane mąki wciąż miksując. Zmniejszyć obroty miksera i dodawać pianę z białek. Masę podzielić na pół. Do jednej części dodać ziarenka wydrążone z połowy laski wanilii, do drugiej - roztopioną w kąpieli wodnej gorzką czekoladę. Dno tortownicy wyłożyć papierem do pieczenia. Ciasteczka zmielić z orzechami, wyłożyć nimi tortownicę i ugnieść. Na ciasteczkowy spód wylać najpierw czekoladową, a następnie waniliową masę. Piec w piekarniku nagrzanym do 130 stopni w kąpieli wodnej (o 'piętro' niżej w piekarniku wystarczy ustawić naczynie żaroodporne z gorącą wodą) przez minimum 1,5 godziny (u mnie blisko dwie, po upływie podstawowego czasu należy sprawdzić powierzchnię sernika patyczkiem, ma być sprężysta). Następnie ostudzić przy otworzonych drzwiczkach piekarnika. Mleko skondensowane przelać do małego garnuszka i podgrzewać, aż zgęstnieje. Dodać czekoladę i dokładnie wymieszać. Polewą ozdobić ostudzony sernik i posypać pokrojonymi w kawałki snickersami. Sernik przed podaniem przechowywać w lodówce przez minimum kilka godzin. 

SMACZNEGO!


sobota, 30 marca 2013

Cooking with Yellow Dog.


Dwa tygodnie temu, 16 marca, uczestniczyłam w warsztatach kulinarnych w restauracji Yellow Dog w Krakowie. Tematem marcowych spotkań serii warsztatowej "Cooking with Yellow Dog" były azjatyckie zupy. W ciągu czterogodzinnego spotkania przygotowaliśmy 3 zupy: WONTON, TOM YUM i LAKSĘ. Po ugotowaniu każdej z nich zasiadaliśmy do stołu i spożywaliśmy nasze dzieła. Ale zacznijmy od początku...

Yellow Dog we własnej osobie :)

Warsztaty miały się zacząć o 9 rano. Jadąc na ulicę Krupniczą w tramwaju myślałam o tym jak będzie. A było super. :) Na udział w warsztatach zdecydowałam się, ponieważ kuchnia Dalekiego Wschodu jest mi całkowicie obca i stwierdziłam, że nigdzie nie dowiem się tyle, co z azjatyckiego źródła. Yellow Dog to bowiem nie tylko nazwa restauracji, ale przede wszystkim pseudonim jej właściciela i szefa kuchni. Jest Singapurczykiem, który z niezwykłym sentymentem i nostalgią w głosie opowiadał o tym jak m.in. jego mama 'rozgotowuje' wszelkie ryby, owoce morza i jarzyny w zupach, bo wychodzi z założenia, że wtedy oddają więcej smaku :) Niezwykle przyjemnie pracowało się pod jego czujnym okiem. Zupy gotowaliśmy w parach, a następnie zjadaliśmy nasze twory. Yellow Dog lawirował między naszymi stanowiskami, zaglądał w nasze garnki, sprawdzał smak zup, doradzał czego dodać więcej. Zupy moje i mojej warsztatowej partnerki bardzo mu smakowały. Mówił, że nie są tak ostre jak być powinny, ale że smaki są wyraźne, dobrze wyważone i że są naprawdę bardzo smaczne, co skutecznie łechtało nasze kuchenne ego. :)

Tworzy się farsz do pierożków :)

Kucharzenie zaczęliśmy od Wonton. Zupa prosta, nieskomplikowana, ale smaku dodają jej pierożki, które samodzielnie lepiliśmy. Do ugotowanego dla nas wcześniej wywaru dodaliśmy sos sojowy i ostrygowy oraz olej sezamowy, a na gotującą się zupę wrzucaliśmy pierożki z farszem z kurczaka, gotowaliśmy kilka minut i serwowaliśmy do miseczek. Ciekawy początek kulinarnej przygody azjatyckiej :)

Lepię pierożki do Wonton


Druga była Tom Yum. Nieco bardziej rozbudowany smak, ale tak samo prosta w przygotowaniu. Muszę się także w tym miejscu przyznać, że wtedy po raz pierwszy w życiu miałam do czynienia z surowymi krewetkami. Takimi z oczkami, wąsami i pancerzykami ;) Co do samej zupy, można z niej było wyłowić kawałki kurczaka, kalmary, wspomniane wcześniej krewetki, trawę cytrynową i liście limonki, kawałki pomidorów, galangal, chili, kolendra. Ze wszystkich trzech zup, ta smakowała mi najbardziej :)


Jako ostatnią gotowaliśmy Laksę. Przyznam szczerze, że była smaczna, ale może smakowałaby mi bardziej, gdybym nie wiedziała na czym się opiera ;) Podstawą zupy były krewetki. I kiedy mówię krewetki muszę zaznaczyć, że chodziło o CAŁOŚĆ krewetek ;) Najpierw obieraliśmy je z pancerzyków, na bazie których stworzyliśmy pastę. Pancerzyki razem z główkami smażyliśmy na oleju m.in. z posiekanym imbirem, trawą cytrynową, szalotką, cebulą, chili i suszonymi krewetkami. Brzmi nieźle, prawda? To wyobraźcie sobie, że wszystko to razem było później zmiksowane. Tak tak, pancerzyki i główki też! Zmiksowaną pastę smażyliśmy później do uzyskania wręcz brunatnego koloru (myślałyśmy, że ją spaliłyśmy, więc wyobraźcie sobie nasze zdziwienie, kiedy usłyszałyśmy 'o właśnie o taki kolor chodzi! możecie dodawać bulion!' ;) ), zalałyśmy bulionem, dodałyśmy swoją porcję mleka kokosowego, a następnie dodałyśmy krewetki, kolendrę, kawałek tofu i liście laksy. Zupę jedliśmy z makaronem ryżowym. I naprawdę mogłaby być na 5 z +, gdyby nie to, że na języku czuć było kawałki tych nieszczęsnych pancerzyków ;)



Ogólnie warsztaty były naprawdę fajne i w kwietniu mam zamiar wybrać się na zajęcia nudlowe ;) Atmosfera była luźna, podobało mi się to, że każdy mieszał w swoich garnkach i miał możliwość ugotowania czegoś naprawdę, a nie tylko obserwowania. Każdy z nas dostał fartuch i swoją prywatną łyżeczkę do testowania smaku, nikt nie miał problemu z próbowaniem czegoś z jednej miski. Do degustacji serwowane było specjalnie dobrane wino, a rozmowy kleiły się nadzwyczaj dobrze.  Swoją drogą czas przejść się do Yellow Doga jako standardowy klient i wypróbować kilku pozycji z menu :) Możecie się więc spodziewać jakiejś relacji i recenzji samej restauracji :) Jeśli będziecie z wizytą w Krakowie, zaglądnijcie na Krupniczą do Yellow Doga, na pewno nie pożałujecie, bo w potrawy tam gotowane wkładane jest serce i mnóstwo umiejętności :) Zresztą nawet my usłyszeliśmy, że gotowanie polega na smakowaniu, próbowaniu. Bez tego nie ma dobrego gotowania ;)


Podziel się blogiem z innymi

Durszlak.pl